• Neuroblastoma to bardzo trudny przeciwnik i aby pokonać tę śmiertelną chorobę, trzeba zastosować skomplikowane leczenie Trwa walka z czasem.
  • Wygrana zależy od ludzi dobrej woli
  • Pieniądze na pomoc dla Alana zbierane są przez Fundację Siepomaga. Datki można wpłacać na konto 65 1060 0076 0000 3380 0013 1425 z dopiskiem "9615 Alan Kozłowski darowizna"

"Mam na imię Alan. Mam 13 lat. Mam raka i nie lubię wakacji". Historia chłopca, to opowieść dziecka, któremu niedane było skosztować normalnego życia. To czy będzie mógł on dalej żyć, zależy do lekarzy, szczęścia i ludzi dobrej woli.

Historia Alana to opowieść o ciągłej walce. Siedem lat temu musiał zmierzyć się z bólem po stracie ukochanego ojca, który zmarł. Sześć lat temu po raz pierwszy przyszło stawić mu czoła w boju z nowotworem. Przez plac boju przechodził już dwukrotnie. Zawsze zwycięsko. Przez ostatnie dwa lata wydawało się, że wojna z rakiem została wygrana. Jednak podstępna choroba znów wróciła. Przyszedł czas na kolejne starcie.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Alan cieszył się dzieciństwem, szykował do rozpoczęcia szkolnej przygody. Później zaczęły się bóle brzucha. Lekarze w śródpiersiu tylnym zlokalizowali guza o wymiarach 13 na 10 centymetrów. Lekarzom udało się go usunąć.

- Pomyślałem wtedy, że nowotwory nie są takie złe. Żyłem normalnie. Miałem marzenia i piłkę nożną. Przez rok żyłem jak każdy dziewięciolatek. Wróciłem do codzienności, a po nowotworze została niewielka blizna. Wymazałem raka z pamięci. Pewnego dnia, podczas kontrolnej wizyty, podsłuchałem, jak pani doktor oznajmiła mojej mamie: jest wznowa, Alan zostaje na oddziale – wspomina chłopiec. Tak zaczęła się jego kolejna walka z chorobą.

Po raz kolejny guz został wycięty. Rozpoczęła się chemoterapia. Jednak rak nie odpuszczał. Zaatakował szpik kostny. Został on przeszczepiony. Następnym krokiem miała być radioterapia. Jednak zanim do niej doszło, trzeba było uporać się z grzybicą płuc. W końcu przyszedł rok 2015, a lekarze zawyrokowali, że po raku nie pozostał ślad.