Jest pani alkoholiczką?

Grażyna Wiśniewska: Jestem. Kiedyś śmiałam się tych, którzy tak o mnie mówili. Nic do mnie nie docierało. Dziś jestem innym człowiekiem.

Lepszym?

Staram się. Książka, która Pani pisze zmienia Panią na lepsze? Pomaga mi zrozumieć to, co działo się w moim życiu. Wychowałam się w domu, w którym piła moja matka, potem ja po samobójstwie męża w 1986 roku zaczęłam robić to samo. Praktycznie nie trzeźwiałam do 26 maja 2004 roku. Rzuciłam picie dopiero na prośbę Michała, pomogli mi też dwaj młodsi synowie Kuba i Jarek.

Bała się Pani, że nie da rady?

Kiedy Michał pojechał ze mną na odtrucie do szpitala psychiatrycznego przy ulicy Sobieskiego w Warszawie, krzyczałam: gdzieś ty mnie przywiózł, do więzienia?! Miałam tam kilka momentów załamania, wciąż śniło mi się, że piję, czasem nawet nie rozumiałam tego, co mówią do mnie lekarze, bo słowa wydawały mi się za trudne. Ale wytrzymałam. Dwa miesiące w szpitalu mnie odmieniły. Mózg zaczął działać, jak trzeba…

Zajęli się panią dobrzy specjaliści?

Miałam szczęście, bo zajmowali się mną najlepsi – dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska, jej mąż Wiktor Osiatyński i Bohdan Woronowicz. Zrobili mi tam test z asertywności i okazało się, że ja z koleżanką mamy naprawdę dużą wytrzymałość na pokusy.

A było ich trochę?

Oczywiście! Kiedyś w mieszkaniu, które syn mi wynajął, znalazłam butelkę wódki. Natychmiast do niego zadzwoniłam i poprosiłam, żeby przyjechał i ją zabrał. To mieszkanie na dodatek było obok sklepu monopolowego! U Michała w domu alkohol też był na wyciągnięcie ręki, ale ja wiedziałam, że jak zrobię to raz, to potem nie będzie odwrotu. Wytrzymałam.

Chodziła Pani na spotkania grupy AA?

Na każde. W szpitalu trafiłam do pierwszej takiej grupy. 24 osoby. Niestety tylko 5 z nich utrzymało się, reszta zapiła. Michał nawet zorganizował jedno spotkanie AA w swoim domu. Mogłam wtedy przedstawić wszystkim mojego sławnego syna.

On też ma problem z alkoholem.

Wiem i kamień spadł mi z serca, kiedy zdecydował się na wszycie esperalu. Widziałam, jak upijał się przez całe lata, ale nie mogłam nic zrobić, do momentu w którym sam nie pozwolił sobie pomóc. Tak jest z alkoholikami. Trzeba wkroczyć w odpowiednim momencie i działać. A Michał miał wtedy mnie i żonę. Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że Dominika to wspaniała dziewczyna. Wiele dla niego zrobiła, a ja kocham ją, jak córkę.

Mieszkacie razem?

Tak i dogadujemy się.

Dlaczego pisze Pani książkę z aktorem Tadeuszem Rossem?

Bo dobrze nam się pracuje. Michał występował z nim w spektaklu „Chory na sukces” i pewnego dnia zapoznał nas po występie, tak się zaczęła nasza przyjaźń i współpraca

Jak to wygląda w praktyce?

Tadeusz zadaje mi pytania a ja odpowiadam. Wszystko jest spisywane. Mam nadzieję, że ta książka pomoże innym ludziom. Zdecydowałam się zrobić to siebie, dla Michała, dla synów i dla moich wnuków. Nie chce siedzieć bezczynnie, a tak mogę naprawić swoje błędy.

Źródło: SE.pl