Jednak dzięki ogromniej ekipie lekarzy i pielęgniarek udało się go utrzymać przy życiu nie tylko przez tę noc, ale również przez kolejne tygodnie.

Ale to nie wszystko...

Pollockowie mogli w końcu zabrać swojego synka do domu. To nie było jednak takie łatwe. Maluszek każdego dnia musiał przechodzić 11 godzin dializy. Jego rodzice żyli w ciągłym strachu, że może umrzeć. W sypialni mieli spakowaną torbę na wypadek, gdyby nagle musieli szybko jechać do szpitala.

Chłopczyk musiał przejść przeszczep. Okazało się, że pasującym dawcą jest... jego mama. Doug - ojciec chłopca w dniu operacji był najbardziej przerażony. Wiedział, że jeśli coś pójdzie nie tak jak powinno, straci nie tylko syna, ale też ukochaną żonę.

Na szczęście kilkugodzinna operacja zakończyła się sukcesem. Dziś rodzina Pollocków może żyć normalnie, a ich mały synek rośnie i każdego dnia nabiera sił.