Chwile grozy przeżyła mama z trójką dzieci z Bournemouth w Wielkiej Brytanii. W poniedziałkowy wieczór oglądała, jak zwykle o tej porze, telewizję z pociechami. W pewnym momencie poczuli dym z pokoju obok. W środku już paliło się łóżko jednego z synów.

Rodzina była zmuszona do ucieczki - ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, chwilę później dom stał już w płomieniach. Nikomu nic się nie stało, ale Donna Burton i jej dzieci stracili dorobek życia. Dochodzenie wskazało "winowajcę", jak czytamy w serwisieMetro.co.uk.

Problemem była najtańsza ładowarka, którą kobieta kupiła w centrum handlowym. Podłączyła ją do kontaktu i poszła oglądać telewizję - nikt nie przewidywał, że sprzęt nagrzeje się tak, że eksploduje i podpali mieszkanie. Wszystkiemu było winne wejście USB do telefonu - ładowarka rozgrzewała się i baterię w telefonie podczas ładowania. W końcu żar był tak wielki, że wypalił dziurę w łóżku (tak, położenie ładującego się telefonu na łóżku też nie poprawiło sprawy).

Jakie ładowarki do telefonu kupować?

Pożaru najpewniej nie byłoby w ogóle, gdyby Donna kupiła oryginalny sprzęt, rekomendowany przez producenta telefonu. Tymczasem wybrała ładowarkę "bez nazwy", ale za to bardzo tanią. Jak to się może skończyć, Donna już wie. Niech jej historia będzie dla was przestrogą, bo pożar to nie jedyne zagrożenie, jakie niesie za sobą korzystanie z ładowarek nieprzeznaczonych do konkretnym modeli telefonów. Takie elektroniczne sprzęty mogą porazić prądem (często nie mają potrzebnych atestów, które muszą mieć oficjalni producenci), psują się o wiele częściej, niż "oryginalne".