Zanim Katherine Grace, mama trzylatka, poznała druzgocącą diagnozę, przez wiele tygodni była przekonana, że chłopiec choruje przez zwykłego wirusa. Dziecko przez ponad miesiąc dostawało więc jedynie łagodne środki przeciwbólowe. 

Kiedy u Rydera w końcu zdiagnozowano nowotwór, stan chłopczyka był już bardzo zły: "Rak był po prostu wszędzie" – mówi jego mama.

Obecnie trzylatek przechodzi wyczerpującą chemioterapię, radioterapię i immunoterapię, jednak ryzyko tego, że znowu zachoruje, jest wysokie. A nawrotu neuroblastomy większość dzieci nie przeżywa.

Mama Rydera pragnie więc zebrać 300 000 dolarów, które pozwolą na leczenie jej synka w Ameryce, gdzie dostępna jest specjalna "szczepionka" przeciwko rzadkiemu rodzajowi raka, na który cierpi Ryder. 

– On jest już zmęczony, ma dość efektów ubocznych, nie wiem, czy w ogóle przeszedłby cały proces leczenia jeszcze raz... – mówi pani Grace.

I choć stan zdrowia chłopca jest dramatyczny, to jego rodzice robią wszystko, by  pozostał wesołym i pogodnym dzieckiem. Mama chłopczyka chce też uświadamiać innych rodziców o tym, jak wyglądają pierwsze objawy nowotworów dziecięcych. – Gdyby mój syn został zdiagnozowany wcześniej, chemioterapia dałaby lepsze efekty leczenia – wyjaśnia.