– Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Przyznał się do tego, że zażył amfetaminę, zanim rozpoczął zmianę, nim wsiadł do autobusu. Będziemy to weryfikować – powiedziała prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Na wniosek prokuratury sąd zastosował trzymiesięczny areszt.

W czwartek autobus komunikacji miejskiej spadł z mostu Grota-Roweckiego na Wisłostradę. Ranne zostały 22 osoby. 70-letnia kobieta zginęła, a cztery osoby w stanie ciężkim nadal przebywają w szpitalach. Za kierownicą siedział naćpany Tomasz U. Jak mówią śledczy, stężenie narkotyku w organizmie szofera było bardzo wysokie.

13 razy złamał prawo

Mężczyzna nie miał doświadczenia w kierowaniu autobusami. Oprócz tego w ciągu kilku ostatnich lat aż 13 razy złamał prawo drogowe. Stracił nawet za to prawo jazdy.

Roland Szymczykiewicz, obrońca Tomasza U., już zaczął bronić swojego klienta.

– Ta sprawa nie jest jednowymiarowa. Apeluję do wszystkich, którzy o tej sprawie debatują, o powściągliwość, żeby nie wylewała się fala hejtu. To jest tragedia również dla tego człowieka: on też ma rodzinę, przyjaciół, bardzo to przeżywa – mówi.

Dyspozytor nie zauważył niczego niepokojącego? 

Wiadomo, że 27-latek miał rok stażu pracy, a pojazd o napędzie gazowym, którym jechał tego dnia, był sprawny technicznie. W organizmie mężczyzny nie wykryto alkoholu. Jak przekazała Parzniewska kierowca każdorazowo przed rozpoczęciem dnia pracy, zgłasza się do dyspozytora. – Jest to osoba, która wydaje kierowcy dokumenty autobusu – wyjaśniła.

– Dyspozytor widzi tę osobę, rozmawia z nią wydając jej dokumenty i w przypadku jakichkolwiek wątpliwości, dziwnego lub podejrzanego zachowania, jakichkolwiek niestandardowych reakcji, odsuwa kierowcę od prowadzenia pojazdu i podejmuje odpowiednie czynności – powiedziała. Jak wskazała, dyspozytor może skierować na badania trzeźwości lub test. – Jeśli chodzi o testy narkotykowe, tu jest inny mechanizm, ale jeśli jest podejrzenie – to oczywiście reagujemy – zaznaczyła. Rzeczniczka spółki Arriva podkreśliła jednocześnie, że w autobusach są także alkolocki.

Świadkowie: nie hamował

Moment potwornego wypadku uchwyciła kamera samochodowa Czytelników Fakt24. Pani Monika z mężem jechali właśnie lewym pasem trasy S8 od strony Marek w kierunku Warszawy. Tuż przed nimi, równolegle, prawym pasem jechał autobus linii 186...

– Nie widzieliśmy hamowania. Pierwsze skojarzenie – kierowca zaspał, zasłabł. Autobus wskoczył na barierki. Nie mogliśmy się zatrzymać... – powiedziała nasza rozmówczyni. – O 12:38 wezwaliśmy służby. Zatrzymanie w tym miejscu było niemożliwe, bo samochody na S8 pędzą z dużą prędkością. To byłoby kolejne niebezpieczne zachowanie – dodała pani Monika.

– Nie mogę sobie wyobrazić bólu bliskich osobie zmarłej, strachu o życie i sprawność innych osób. Im się zawalił świat. Trzeba przeorganizować życie i to w trybie cito. Nikt z nich nie był na to przygotowany. Czy rodziny będą miały zabezpieczenie finansowe, czy ofiary nie były jedynymi żywicielami rodziny, kto odbierze dzieci z przedszkola, co będzie jutro – wyznała nasza rozmówczyni. – Niech się modli, kto może, inni niech trzymają kciuki – podkreśliła.