Żal ściska serce, gdy słucha się opowieści mamy, która 24 lata temu w mrocznych okolicznościach straciła ukochane dziecko. Pochodząca z Olsztyna Joasia Gibner była filigranową blondynką. Skończyła technikum telekomunikacyjne i pracowała w agencji ubezpieczeniowej. Pisała nawet artykuły ekonomiczne do lokalnej gazety.

Jeszcze przed ślubem ją pobił

Swojego przyszłego męża, Marka, poznała na dyskotece w lokalu Banderoza w Dywitach. Był od niej młodszy o 2 lata. Pracował dorywczo na budowach.

– Chłopak zrobił na mnie beznadziejne wrażenie – opowiada Faktowi pani Danuta.

Młodzi szybko się zaręczyli, a Joanna zamieszkała z narzeczonym w jego rodzinnym domu.

– Jeszcze przed ślubem wróciła zapłakana, powiedziała, że ją pobił i koniec z nimi. Ale po dwóch dniach Marek przyjechał z kwiatami i Asia do niego wróciła – wspomina matka Joanny.

Ponieważ córka nie chciała już mieszkać z rodziną narzeczonego, pani Danuta wynajęła dla nich kawalerkę w Olsztynie.

Dalej było już tylko gorzej

Przyjęcie weselne, które urządzono w domu pana młodego, zakończyło się karczemną awanturą. Około godziny 4 rano Joanna zadzwoniła do mamy, która wróciła wcześniej do domu, prosząc, by przyjechał po nią ojczym. Ponoć pobiła ją teściowa, a Marek nie stanął w jej obronie.

– Nie mogłam jej wyperswadować ślubu, bo leżałam w szpitalu – pani Danuta przyznaje ze smutkiem.

Po ślubie Joanna przyznała, że chce się rozwieść 

Wkrótce po ślubie Joasia wyznała mamie, że chce się rozwieść, bo Marek przepija wszystkie pieniądze i ją bije. Miał jej także grozić nożem. Joasi nie podobała się rodzina Marka. Choć sprawiała wrażenie bogatej, dziewczyna twierdziła, że ma liczne kłopoty, a pieniądze czerpie z wyłudzeń.

Pani Danuta po raz ostatni widziała córkę 13 września 1996 r. Ślad po niej zaginął. Wiele lat później Marek W. (†44 l.) przyznał się do zabójstwa żony. Ciało ukrył tak, że przez dekady nikt nie mógł go znaleźć.