We czwartek po południu na Instagramie Borysa Szyca pojawiło się oficjalnie pismo, w którym aktor ustosunkował się do zarzutów Latkowskiego pod jego adresem.

"Zbieram myśli od wczoraj, co napisać. Ten poziom manipulacji i kłamstwa jeszcze mnie w życiu nie spotkał. TVP1 wyemitowała wczoraj dzieło dokumentalne Pana Latkowskiego opowiadające o ohydnym procederze, jaki miał miejsce w Zatoce Sztuki w Sopocie" – zaczyna Borys Szyc.

Aktor przyznał, że bywał w klubie, ale kiedy wyszło na jaw, że w klubie dochodziło w nim do łamania prawa, zaczął domagać się wyjaśnienia sprawy.

We czwartek po południu na Instagramie Borysa Szyca pojawiło się oficjalnie pismo, w którym aktor ustosunkował się do zarzutów Latkowskiego pod jego adresem.

"Zbieram myśli od wczoraj, co napisać. Ten poziom manipulacji i kłamstwa jeszcze mnie w życiu nie spotkał. TVP1 wyemitowała wczoraj dzieło dokumentalne Pana Latkowskiego opowiadające o ohydnym procederze, jaki miał miejsce w Zatoce Sztuki w Sopocie" – zaczyna Borys Szyc.

Aktor przyznał, że bywał w klubie, ale kiedy wyszło na jaw, że w klubie dochodziło w nim do łamania prawa, zaczął domagać się wyjaśnienia sprawy.

"W swoim filmie Pan Latkowski nie przedstawia żadnych dowodów, konkretów, robi sobie promocję kosztem nazwisk znanych osób, kosztem mojego nazwiska, posługując się przypadkowym zdjęciem, których jako osoba publiczna mam tysiące" – pisze aktor.

"Chce Pan Prawdy panie Latkowski? Prawda jest taka, że z tragicznej sprawy, o której rozwiązanie również walczyłem, zrobił Pan rozgrywkę polityczną. Za pieniądze pana Kurskiego i TVP" - dodaje.

Szyc pisze też, że Latkowski go nękał, a swoim dokumentem "zleconym przez reżimową telewizję" stara się przykryć ostatni film braci Sekielskich i zatuszować przypadki pedofilii w polskim Kościele katolickim.

"Pan Latkowski zaczął atakować mnie swoimi wiadomościami w lipcu 2019 r. Koniecznie chciał, abym powiedział mu coś sensacyjnego, bo przecież ja tam chlałem, to na pewno "coś" wiem. Coś. Sam nie mógł określić co. "Ale na pewno wiem!". Najpierw prosił, potem chciał się bratać, przyznał do swoich problemów z alkoholem, wypisywał do mnie miesiącami o różnych porach dnia i nocy. O 3 nad ranem, zdania bez ładu i składu. Potwierdzeniem moich słów są screeny korespondencji w formie wideo. Bez żadnej cenzury. Oceńcie Państwo sami. Raz groził, raz prosił, "Żebym mu tylko coś powiedział!". To trwało rok proszę Państwa" - pisze Szyc, który w osobnym poście na Instagramie opublikował ośmiominutowy klip z konwersacją z Latkowskim.

Aktor podkreślił też, że słowa wypowiedziane na wizji przez Latkowskiego sprowadziły na niego i jego rodzinę lawinę hejtu.

"Ludzie wypisują ohydne rzeczy, nie mając żadnego dowodu oprócz Pana słów i podłych insynuacji. Zachowam te wiadomości na później" - dodaje Szyc.

"Do zobaczenia w sądzie" – kończy swoje oświadczenie aktor.

Całe oświadczenie Borysa Szyca przeczytacie tutaj:

Przypomnijmy. W środę wieczorem po emisji filmu "Nic się nie stało" na antenie TVP Sylwester Latkowski publicznie powiązał Borysa Szyca z aferą, jaka 5 lat temu wybuchła w związku z oskarżeniami pod adresem właścicieli sopockiego klubu Zatoka Sztuki.

Niekryjący emocji reżyser w rozmowie z dziennikarzem zwrócił się wprost do aktora:

"Chciałbym zacząć od jednego: od apelu do Borysa Szyca. Borys, może czas tłumaczyć się, tak jak mi się tłumaczyłeś, że byłeś pijany wtedy, że ćpałeś, że mało pamiętasz. Chcę, żebyś po prostu powiedział opinii publicznej, czego byłeś świadkiem, co robiłeś, czego nie robiłeś […]" - grzmiał Latkowski.

Reżyser "Nic się nie stało" nie przedstawił jakichkolwiek dowodów świadczących o winie Borysa Szyca bądź wiedzy, jaką miałby posiadać. Ani w filmie, ani podczas programu po jego emisji.