– Jeszcze nie tak dawno cieszyliście się obecnością Kacperka, jego spontanicznością, radością i dobrocią. Jesteśmy z wami, bo w tej sytuacji macie prawo do smutku – takimi słowami ksiądz prowadzący mszę zwrócił się do rodziny chłopca. – Każdy z nas jeszcze słyszy głos Kacperka, widzi jego twarz. To jest trudna prawda o umieraniu – dodał kapłan.

Tłumy żegnały chłopca

Na pogrzeb Kacperka, który spoczął na cmentarzu niedaleko rodzinnego domu, przybyły tłumy przejętych mieszkańców. Swojej rozpaczy nie próbowała kryć mama chłopca, pani Joanna Wacyk (37 l.). Ból ściskał serce, gdy nad grobem pojawiła się trumienka z jej ukochanym synkiem.

Tego tragicznego dnia, gdy wpadł do rzeki, Kacperek był pod opieką taty. Do końca nie było pewne, czy Rafał B. (34 l.) pojawi się w kościele i na cmentarzu. Okazało się, że dostał przepustkę z więzienia, gdzie pokutuje za kradzieże, ale towarzyszyli mu strażnicy więzienni. Ojciec Kacperka pożegnał synka w milczeniu. Sprawiał wrażenie złamanego tragedią, która dotknęła jego rodzinę.

Poszukiwania Kacperka

Dramatyczna akcja poszukiwawcza w Nowogrodźcu (pow. bolesławiecki) trwała od poniedziałkowego wieczoru, 27 kwietnia. To wtedy w okolicy ulicy Lubańskiej zaginął 3,5-letni Kacperek. Chłopczyk był wówczas pod opieką ojca, z którym wspólnie spędzali czas na działce znajdującej się w pobliżu rzeki Kwisy. Mężczyzna, który miał się opiekować synkiem, był pod wpływem alkoholu i od pewnego czasu był poszukiwany przez policję. Ojciec Kacperka ma do odbycia karę za przestępstwo przeciwko mieniu.

Służby przez blisko dwa tygodnie przeczesywały teren w poszukiwaniu maluszka. Przeszukiwano ogródki działkowe i tereny kolejowe, znaczny odcinek Kwisy. W akcję zaangażowana byli policjanci, strażacy, specjalistyczna grupa poszukiwawczo-ratownicza. Do pomocy wezwano także śmigłowiec z kamerą termowizyjną oraz psy tropiące. Ze specjalnej łódki wyposażonej w sonar przeszukiwano koryto rzeki. W sobotni poranek w Kwisie znaleziono zwłoki chłopczyka.

Nurek znalazł ciało Kacperka 

Zgłoszenie o zaginięciu 3,5-letniego Kacperka Błażejowskiego z Nowogrodźca na Dolnym Śląsku wpłynęło na policję wieczorem w poniedziałek, 27 kwietnia. Natychmiast ruszyła szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza. Uczestniczył w niej Marcel Korkuś, dwukrotny rekordzista Guinnessa w nurkowaniu wysokogórskim i biegły sądowy z zakresu nurkowania.

Korkuś w wieku zaledwie 13 lat, jako ratownik WOPR, znalazł trzech topielców. Od tej pory pomaga służbom w podobnych sprawach. Ma olbrzymie doświadczenie w podobnych sprawach.

Na teren poszukiwań dojeżdżał codziennie 60 km z Żar, w których mieszka, a później pływał w rzece 5-6 godzin dziennie. Aż do skutku. W końcu, w sobotę rano, udało mu się odnaleźć ciało. Znajdowało się 1200 metrów od działki, na której ostatnio widziano chłopca. Wcześniej służby bezskutecznie sprawdziły 20 km koryta Kwisy. Bezskutecznie.

– Uznałem, że trzeba wrócić bliżej miejsca zaginięcia, mimo że rzeka była już wielokrotnie sprawdzana w tym miejscu. Zacząłem od nowa i sprawdzałem całe koryto metr po metrze – wspomina doświadczony nurek. – To ciężka praca, bo rzeka wydaje się niepozorna, ale są miejsca, gdzie jest mnóstwo konarów i gałęzi, o które mogło zaczepić się ciało - tłumaczy Marcel Korkuś.

Intuicja go nie zawiodła. Na ciało Kacperka natknął się w piątek, choć... nie zdawał sobie z tego sprawy. - W poszukiwaniach używałem m.in. kamery. Wieczorem po powrocie do domu sprawdziłem z niej obraz, tak na wszelki wypadek. Okazało się, że przepłynąłem tuż obok zwłok - relacjonuje.

Od razu zawiadomił policję. Przyjechali na wskazane miejsce w sobotę rano. Po analizie fotografii dotarcie do ciała dziecka zajęło kilka minut. Tej smutnej wiadomości spodziewało się całe miasteczko.

– Rozmawiałem z matką, polały się łzy. Podziękowała mi za to, że ulżyłem jej cierpieniom. Wolała poznać nawet najgorszą prawdę niż żyć w nieświadomości - wspomina nurek.

Matka Kacperka: przestańcie oczerniać Rafała

– Nie miałam już nadziei, ale nadzieja umiera ostatnia. Najgorsze były te spekulacje i porównywanie do Madzi z Sosnowca, że ja mogłam mu coś zrobić, że może Kacper wrócił do domu, a mnie nie było, albo że wcale nie wyjechał na tę działkę. Chciałabym, żeby moje życie wróciło do normy, bo mam jeszcze trójkę dzieci. Sama również szukałam Kacperka, mieszkańcy dobrze o tym wiedzą, przeszłam setki kilometrów tutaj. To, że został znaleziony to jest duża ulga dla mnie, naprawdę – mówiła mama Kacperka podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez Krzysztofa Rutkowskiego.

Sam detektyw, którego biuro było zaangażowane w poszukiwania dziecka, również nie krył oburzenia wobec ataków na bliskich chłopca.

– Rodzinę opluwały nawet osoby z tzw. najbliższego grona, kierując na nich podejrzenia. Ja absolutnie to wykluczyłem. Od początku przyjmowałem jeden wariant - woda. Kierowanie podejrzeń na matkę i ojca, porównywanie sytuacji do sprawy Madzi z Sosnowca, jest niczym innym, jak perfidią – mówił Krzysztof Rutkowski. – Zamiast dać wsparcie tej osobie, to starano się ją zniszczyć psychicznie, ponieważ ona doskonale sobie zdawała sprawę, że pod adresem jej i jej partnera kierowane są takie zarzuty. Tak silne zarzuty, że ojciec miał sprzedać swoje dziecko za to, że miał długi, że miał powiązania przestępcze, są to rzeczy niepojęte. Dostawaliśmy nawet informacje, że ojciec utopił dziecko. Jesteśmy z matką i zapewniamy jej opiekę psychologiczną – podkreślił detektyw.

Kobieta opowiedziała również o tym, co się wydarzyło feralnego dnia, kiedy jej synek zaginął.

– Rafał i jego kolega Mariusz wrócili na działkę po swoje rzeczy. Kacperek wyszedł też z samochodu, miał iść do piaskownicy bawić się koparką. I to właśnie był ten moment. O 18:16 dostałam telefon. Rafał już go w tym czasie szukał, słyszałam jego ciężki oddech, jak biegł. Po tym telefonie szybko wsiadłam w samochód i przyjechałam na tę działkę i wtedy podniosłam alarm – relacjonowała mama chłopczyka.

Ojciec Kacperka wciąż przebywa w areszcie. Mama chłopca poinformowała, że nie ma z nim żadnego kontaktu. – Przestańcie oczerniać Rafała! – zaapelowała na koniec zrozpaczona kobieta.