Właśnie na miejsce przyjechała policja, ale straży pożarnej jeszcze nie udało się dotrzeć.

Zdesperowana matka, Carol Magee, powiedziała policji i nieznajomemu, który dopiero co się pojawił, że w środku domu znajduje się jej dziecko – nie było czasu do stracenia.

Jako że na miejscu była jedynie policja i młody student, funkcjonariusze wybili okna i podsadzili chłopaka do wypełnionego dymem pokoju, gdzie, jak podejrzewali, miało przebywać dziecko.

Nieznajomy zlokalizował malca i go podniósł. Na szczęście chłopiec w żaden sposób nie ucierpiał. Młody bohater wyszedł przez okno i zsunął się po elewacji na ziemię. Wszystko poszło dobrze, oprócz tego, że pociął się kawałkami szkła, wystającymi ze stłuczonego okna.

Kilka chwil później, kiedy szczęśliwa matka ściskała swoje dziecko, tajemniczy student zniknął. Nie minęło wiele czasu, kiedy w domu zawalił się sufit, a pokój dziecka objęły płomienie.

Młody chłopak, który ocalił dziecko, powrócił do swojego życia i już nigdy więcej nie słyszał o chłopcu, którego wyciągnął z płonącego domu.

Miejscowa gazeta napisała o strasznym pożarze, ale dziennikarze nie mieli żadnych informacji o tajemniczym studencie, który tamtej nocy ryzykował własne życie, aby ocalić malca. Znajomy studenta skontaktował się z lokalną gazetą, aby poinformować dziennikarzy, że jego kolega ma na nazwisko Freund.

Niestety rodzina nie była w stanie odnaleźć swojego bohatera i nigdy nie miała okazji osobiście mu podziękować.

Ogłoszenie w gazecie

Kilkadziesiąt lat później Cyndee Farr-Gutierrez, jedna z dziewczynek, które tamtej nocy stały przed domem w piżamie, napisała na kurs wypracowanie o pożarze, który przeżyła w dzieciństwie.

Był to list z podziękowaniami, który wysłała do lokalnej gazety The Fresno Bee. Poprosiła, aby wydrukowano go jako reklamę.

Może student nazwiskiem „Freund” wciąż mieszkał w okolicy i udałoby mu się natrafić na list dziewczyny?

Dziennikarze z The Fresno Bee postanowili pomóc Cyndee w znalezieniu mężczyzny, który w 1971 roku ocalił życie jej młodszego brata. I w końcu im się to udało.

Pod koniec zeszłego roku, Cyndee i jej siostry po raz pierwszy odwiedziły Ricka Freunda i wreszcie mogły mu z głębi serca podziękować.

Podczas spotkania Rick dowiedział się, że dziecko, które uratował to chłopiec, Robert „Bobby” Magee. Boby ma teraz 47 lat i przeprowadził się z Fresno. Pracuje jako stolarz i jest dumny z tego, że został rzemieślnikiem.

Bobby posiada we Fresno skrawek ziemi, na którym hoduje dynie. Zajmuje się nimi szczególnie jesienią. Przewodzi też lokalnej organizacji dawców krwi, dzięki czemu w okolicy krąży autobus, w którym można oddać krew.

„W naszą pracę wkładamy wiele krwi, potu i łez. Myślę, że najbardziej dumny jestem z tego, że każdego roku ratujemy życie ludzi” – powiedział Bobby. W ramach jego projektu w ciągu ostatnich 18 lat krew oddano 18 000 razy.

Niedługo po pierwszym spotkaniu Ricka z wdzięcznymi siostrami Bobbiego, on i jego rodzina ponownie spotkali się z Freundem – tym razem w restauracji. Bobby dowiedział się, że Rick służył w wojsku, jako policjant militarny, a teraz jest właścicielem firmy transportowej.

Niestety mama rodzeństwa, Carol, nie miała już szansy spotkać Ricka – zmarła w 2003 roku. Niemniej napisała swój własny list z podziękowaniami – z perspektywy Bobbiego. Bobby dowiedział się o liście, kiedy był już starszy.

Oto co napisała Carol:

Uratowałeś mi życie i zniknąłeś zanim moi rodzice mieli szansę wyrazić swoją wdzięczność. Niektórzy bohaterowie nie chcą, aby im dziękować.

Powiedzieć „dziękuję” to za mało za ocalenie mojego życia. Ale wiem, że Mama i Tata starali się jak mogli, aby nauczyć mnie co jest dobre, a co złe i dawali mi Ciebie za przykład.

Wiedziałeś jak należy postąpić i tak właśnie zrobiłeś. Nigdy o Tobie nie zapomnimy – Bobby

To oczywiste, że tamta noc miała wpływ na całe życie Bobbiego. Dziś, jako dorosły mężczyzna, pracuje nad tym, aby ratować życie innych, choć robi to inaczej – w zorganizowany sposób.

Dla Ricka Freunda był to pierwszy raz, kiedy znalazł się we właściwym miejscu o właściwym czasie i postąpił jak bohater. Okazało się, że później Rick uratował kolejną osobę – wykonując chwyt Heimlicha, zaś na pewnym pogrzebie uratował człowieka robiąc mu sztuczne oddychanie. Kilka lat później Freund znów miał okazję zachować się niczym bohater – uratował człowieka, u którego doszło do zatrzymania akcji serca.

Rick otrzymał kilka nagród za bohaterstwo. Całą tę historię doskonale podsumowuje następujące zdanie:

„Widzisz, że dzieje się coś złego i bierzesz głęboki oddech, bo zdajesz sobie sprawę, że nikt obok nie ma zamiaru pomóc. Następnie wkraczasz do akcji i robisz, co należy.”

Za każdym razem, kiedy znajdujemy się w sytuacji, w której ktoś potrzebuje naszej pomocy, zostajemy postawieni przed wyborem – czy powinniśmy interweniować, czy mamy po prostu stać i patrzeć.

Rzadko zdarza się, że możemy zobaczyć konsekwencje tego, jaką decyzję podjęliśmy w takim momencie.

W letnią noc w 1971 roku młody mężczyzna zobaczył rodzinę w potrzebie i wyciągnął do niej pomocną dłoń. Ścieżką, którą wtedy wybrał podążał przez całe swoje przyszłe życie. Co więcej, nigdy nie robił tego dla pochwał i sławy.

Chłopiec, którego uratował, również poświęcił swoje życie na ratowanie innych ludzi.

Udostępnij tę historię na Facebooku, jeśli uważasz, że dobre uczynki mają ogromne znaczenie!