Zdania naukowców są podzielone.

Włoscy badacze z Mediolanu uważają, że epidemia powinna zwolnić, gdy zrobi się cieplej. Wirusolodzy z uniwersytetu w Maryland (USA) zaobserwowali, że SARS-CoV-2 najlepiej się czuje, gdy termometry wskazują między 5 a 11 stopni, przy wilgotności powietrza 47–79 proc. Ale naukowcy z akademii narodowych Stanów Zjednoczonych w raporcie przekazanym ostatnio Białemu Domowi napisali, iż obecne badania nie pozwalają stwierdzić, że koronawirus zniknie wraz z ociepleniem. Jak będzie?

– Jest szansa, że SARS-CoV-2 straci siłę rażenia, gdy zmieni się pogoda. Im bliżej 56 st. C, tym szybciej traci umiejętność zakażania i jest mniej aktywny – wylicza słabe strony mikroba wirusolog, dr Marcin Bańbura (64 l.). – Im więcej słońca, tym trudniej mu działać, bo szkodzi mu ultrafiolet, który emituje słońce – tłumaczy.

Niestety, zarażamy się głównie w pomieszczeniach, gdzie nie ma promieni słonecznych, a temperatura jest stała. Wniosek jest więc taki, że z nadejściem ciepła wirusowi będzie trudniej się rozprzestrzeniać, ale pandemia nie ustanie jak nożem uciął… 

Niewykluczone jednak, że później COVID-19 stanie się chorobą sezonową, nasilającą się – podobnie jak grypa – w okresie jesieni i zimy, kiedy jest chłodniej. Tak sugerują ostatnie badania brytyjskich specjalistów. Choć, jak sami przyznają, na ostateczne wnioski wciąż jest zbyt wcześnie.

Badacze z University College Londyn oraz London School of Hygiene and Tropical Medicine przepytali prawie 2 tys. osób w różnych regionach świata o to, czy ktoś z ich najbliższej rodziny ma objawy zakażenia układu oddechowego. Analizując miejsce zamieszkania i porę roku wykryli, że najwięcej zakażeń występowało w okresie zimy, a stosunkowo niewiele infekcji wywołanych koronawirusem zdarzało się w regionach, w których była pora letnia. Być może więc latem będzie nieco mniej zakażeń, mówią Brytyjczycy, ale zbyt mało jeszcze wiemy o koronawirusie SARS-CoV-2 i nie ma pewności jak bardzo będzie aktywny, gdy temperatura się podniesie w Europie.