- Muszę być już spakowany na tamten świat, bo w każdej chwili mogę się przenieść do wieczności. Oczywiście tu aż tak mi źle nie jest, ale myślę, że tam będzie lepiej - wyznaje nam Lech Wałęsa. Czy podejmuje szczególne środki ostrożności, np. zakłada maseczkę? - Do tej pory nic nie używałem, choć mi to doradzają, tak samo jak ograniczenie przyjmowania delegacji ze świata. Strzeżonego Pan Bóg strzeże - mówi. A czy częściej myje ręce? Wałęsa zapewnia, że odpowiednio często myje ręce. - Człowiek zawierzenia nie martwi się przyziemnością - stwierdza filozoficznie.

Po tym, jak resort zdrowia ogłosił, że zanotowano pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce, Wałęsa zapowiada w Fakcie, że nie będzie się już witał ze swoimi gośćmi. - Ale z żoną chyba mogę - dodaje ze śmiechem.

"Pacjent zero", który przyjechał z Niemiec, przebywa w szpitalu w Zielonej Górze. Wałęsa ujawnia, że sam trzy dni temu wrócił z Niemiec, gdzie spotykał się z osobami z całego świata i m.in. przemawiał w Bundestagu. - W lutym byłem w USA, w Miami, Waszyngtonie, ale też np. w Arabii Saudyjskiej. I nic się mnie nie czepia. Ale w niebie też prawdopodobnie jest kolejka i jeszcze zajmą mi mieszkanie, jak się spóźnię, dostanę gorsze - żartuje.

W tym miesiącu były prezydent nie wybiera się już jednak w dłuższą podróż, ma tylko zaplanowane większe spotkanie w Warszawie. Czy jego zdaniem służby sanitarne i służba zdrowia są przygotowane na walkę z koronawirusem? - Jeśli nie będzie więcej niż 100 przypadków jesteśmy przygotowani, jeśli więcej, będzie problem - przewiduje.

A czy zdaniem Wałęsy Polacy nie ulegają w sprawie koronawirusa nadmiernej panice? - Niektórzy się o swoje zwłoki martwią, szczególnie ci grzeszni, boją się przejść na tamtą stronę, bo za wszystkie krzywdy trzeba będzie rachunki popłacić. Ja tego nie przeżywam - stwierdza laureat pokojowej Nagrody Nobla.