Na śmierć dziecka żaden rodzic nie jest w stanie się przygotować. Szczególnie, kiedy taka tragiczna wiadomość przychodzi znienacka. "Irminko! Jak wrócisz do Polski" - napisała na stronie zrzutki mama zmarłej w Chinach Polki. Irmina Mateńska, zmarła na terytorium pogrążającego się w epidemii koronawirusa.

"Parę dni temu dostaliśmy, ja i mój 12-letni syn, wstrząsającą wiadomość od Konsula RP o tragicznej śmierci mojej ukochanej córki" - napisała matka Polki. Irmina Mateńska, absolwentka wrocławskiej uczelni, wyjechała do Chin w ubiegłym roku. Uczyła w szkole języka angielskiego, wcześniej pracowała jako nauczyciel w Indiach. "Nic nie zapowiadało tragedii" - dodała smutno kobieta.

W grudniu Irmina miała urodziny, jak się okazało, ostatnie. "Młoda, piękna, uśmiechnięta, rzetelna, wrażliwa, z planami na przyszłość" - wspomina ją mama. Jak pisała, "lubiła podróże i nauczanie, pomoc innym". Dlatego też "z radością przygotowywała choreograficzno- sceniczne występy swoich uczniów", "razem z nimi śpiewała i tańczyła". "Pisała poezje, lubiła muzykę współczesną, miała dużo marzeń i projektów, nie tylko wobec siebie. Była otwarta dla ludzi, by słuchać, cieszyć z nimi i próbować rozwiązywać ich problemy, które powierzali Jej" - przyznała mama Irminy.

Miłość "subtelnej urody, jasnowłosej, o zielonych oczach" młodej kobiety do brata i mamy była ogromna. "Nasza Irmusia, Mimi, Irminka. Nasza radość" - pisała kobieta. Choć Polka była daleko od kraju, to wciąż wracała do kraju na dłuższe lub krótsze pobyty. "Kochała Polskę i teraz Jej miejsce jest wśród nas" - podkreśliła jej mama.

Pierwszym ciosem dla zrozpaczonej rodziny była śmierć młodej kobiety, potem przyszedł kolejny - sprowadzenie ciała dziecka do Polski. Mama Irminy, jak przyznała, musi zebrać 30 tys. złotych na ten cel. "Gdybym posiadała takie kwoty, nie prosiłabym Państwa o pomoc i zrozumienie" - napisała. "Czas nagli, właściwie jest wrogiem, w sytuacji zamykających się granic, postępującej w Chinach paniki, niebywałego wzrostu cen za wszelkie towary i usługi. Usłyszałam kolejną drastyczną dla matki informację - jeżeli w ciągu paru dni nie opłacę za usługi repatriacji ciała córki do kraju, może zostać "pochowana" w masowym grobie, spopielona, według zasad lokalnych, w sytuacji paniki i chaosu na terenie Chin, a nawet pomijania procedur" - opisała tragiczną sytuację kobieta.

Cierpienie łączy się z bezsilnością i niepokojem. "Pragniemy, by Irminka spoczęła na polskim cmentarzu. Nie zdążyła przekazać swojej ostatniej woli, ale z pewnością, tak by brzmiała: »Zabierzcie mnie do Polski, proszę...«. My nie możemy pojechać do Chin. Irminko, wróć do nas!" - przeczytaliśmy na stronie zrzutki.pl.