Mówią o nich "rodzina duchów". Rodzeństwo w wieku od 18 do 25 lat, nie miało dokumentów i nie figurowało w żadnych rejestrach. Oficjalnie nie istnieli. Rodzina mieszkała od 2010 roku w kompletnej izolacji na farmie w Ruinerwold w Holandii. Nie wiadomo, gdzie żyli wcześniej.

Uratowano je po tym, jak w październiku 2019 roku jeden z synów Gerrita Jan van D., Jan Zon van Dorsten, uciekł do miejscowego pubu i poprosił o pomoc. 25-latek powiedział, że jego rodzina mieszka uwięziona na farmie. Pracownicy lokalu zawiadomili policję.

Nie chodzili do szkoły, żyli za szafą

Pięcioro rodzeństwa Jana mieszkało w pomieszczeniu zasłanianym szafą. Kontakt z nimi był utrudniony, młodzi ludzie nigdy nie chodzili bowiem do szkoły i nie mieli kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie rozumieli, co się dzieje i nie chcieli opuszczać farmy – podawała stacja RTL Nieuws. Na miejsce musiano ściągnąć specjalistów, którzy byli w stanie przekonać ich do wyjazdu.

Na farmie był także Gerrita Jan van D. 67-latek doznał kilka lat temu wylewu i nie mówi. W latach 80 był członkiem sekty Ruchu pod Wezwaniem Ducha Świętego na Rzecz Zjednoczenia Chrześcijaństwa Światowego, założonej przez Koreańczyka Sun Myung Moon.

Dwoje najstarszych dzieci wykorzystywano seksulanie

Został jednak wyrzucony z powodu problemów psychicznych. Wtedy postanowił założyć własne ugrupowanie, złożone z członków rodziny: dziewięciorga dzieci i żony. Kobieta zmarła w 2004 roku, a jakiś czas potem troje najstarszych dzieci uciekło z farmy i skontaktowało się z rodziną ojca, z którą on zerwał więzi.

Jak ujawniła prokuratura ojciec miał wykorzystywać dwoje najstarszych dzieci, które potem uciekły. Pozostali byli bici, głodzeni, pozbawiani wody i trzymani w klatce dla psów. Prokuratura poinformowała, że mając na uwadze to, co przeszło rodzeństwo ich stan fizyczny i psychiczny można opisać jako bardzo dobry.

Oprócz Gerrita Jana van D. za uwięzienie rodziny odpowie także Austriak Josef B. Mężczyzna pełnił role "okna na świat". To on wynajmował farmę, opłacał czynsz, zarabiał i dostarczał jedzenie. 58-latek nie przyznaje się do winy. Argumentował, że nie zrobił nic złego, a w Holandii panuje wolność wyznania. Nie można więc ukarać go za pomoc guru sekty. – To polowanie na czarownice – stwierdził.

(Źródło: "Dagblad van het Noorden", "De Telegraaf", ad.nl, RTL Nieuws)