Amanda Philips z miasta Iowa w USA opowiedziała stacji CNN o dramacie rodzinnym, który rozegrał się 24 grudnia. Kilka dni wcześniej jej 4-letnia córka Jade DeLucia, zaczęła się źle czuć. Była osłabiona i miała lekką gorączkę. Rodzice dali jej leki i postanowili poczekać z wizytą u lekarza. Kiedy zobaczyli, że Jade odzyskuje siły: bawi się z siostrą i ma apetyt, stwierdzili, że to niegroźne przeziębienie. 

W Wigilię poszli obudzić córeczkę, by mogła wziąć udział w świątecznych przygotowaniach. Jade leżała w łóżku rozpalona i nie reagowała. Do Amandy w jednej chwili dotarło, że z jej córką dzieje się coś złego. Krzyknęła do męża, że muszą jechać do szpitala. Kiedy dotarli na miejsce, Jade dostała drgawek, a jej oczy wywróciły białkami do góry. Rodzice dziewczynki byli przerażeni.

Wątpili w to, że się wybudzi

Lekarze zdecydowali, że dziecko musi zostać przetransportowane śmigłowcem do specjalistycznej kliniki. - Nie sądziłam, że kiedykolwiek znowu ją zobaczę - tak opisała ten moment Philips.

Dzień później powiedziano im, że ich córeczka zachorowała na grypę, przeciwko której nie została zaszczepiona. Wirus doprowadził do powikłań, a konkretnie encefalopatii (trwałego lub przewlekłego uszkodzenia mózgu). Lekarze wątpili w to, że Jade kiedykolwiek się obudzi. 

Przestała widzieć

Po siedmiu dniach dziewczynka ocknęła się, ale okazało się, że przestała widzieć. Ostra encefalopatia martwicza zaatakowała obszar mózgu odpowiadający za wzrok. Nie wiadomo, czy Jade kiedyś go odzyska. 4-latka może mieć także w przyszłości zaburzenia rozwojowe i problemy z nauką. Rodzina zbiera na jej leczenie.

(Źródło: CNN)