Makabryczne odkrycie na warszawskiej Woli. W poniedziałek w jednym z mieszkań znaleziono ciało Krzysztofa Leskiego († 60 l.). Znany dziennikarz prasowy i telewizyjny został zabity. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Warszawa Wola, która wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa 60-latka.

– Drzwi do mieszkania były zamknięte, a ze środka nie dochodziły żadne odgłosy. Policjanci  i wezwani  do pomocy strażacy wyważyli drzwi, a po wejściu do środka, znaleźli zwłoki 60-letniego mężczyzny, który posiadał widoczne obrażenia świadczące, że padł ofiarą przestępstwa – przekazał Fakt24 mł. insp. Sebastian Gleń, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. To właśnie do funkcjonariuszy patrolujących Rynek Główny w Krakowie podszedł Łukasz B. (34 l.), który oznajmił im, że zabił współlokatora. Z relacji mężczyzny wynikało, że do zbrodni doszło w sylwestrową noc w mieszkaniu na warszawskiej Woli. 

Makabryczne szczegóły zbrodni

34-latek został zatrzymany pod zarzutem zabójstwa i jeszcze tego samego dnia przewieziony do Warszawy. – Aktualnie przebywa w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych w Warszawie – podał Fakt24 prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Po zebraniu niezbędnego materiału dowodowego prokurator przystąpi do wykonywania czynności procesowych z zatrzymanym – wyjaśnił nam rzecznik warszawskiej prokuratury.

Z naszych ustaleń wynika, że Łukasz B. z zimną krwią poderżnął gardło dziennikarzowi. – Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień – dodał prok. Łapczyński.

Z ustaleń prokuratury wynika, że Łukasz B. i Krzysztof Leski znali się od jesieni ubiegłego roku. Mieli się poznać na terenie jednej z placówek medycznych w Warszawie. W ostatnim czasie 34-latek mieszkał razem z nim w mieszkaniu w warszawskim bloku. Faktowi udało się porozmawiać z sąsiadami Leskiego - okazuje się, że nie znali dziennikarza i nie zdawali sobie sprawy, obok kogo mieszkali...

Chciał pomóc swojemu mordercy?

Poruszający wpis poświęcił Leskiemu znany bloger Galopujący Major, komentator życia politycznego i współpracownik "Krytyki Politycznej", który swojego czasu żył bardzo blisko z dziennikarzem.

Jak wyjawił, ostatnie lata były dla Leskiego bardzo trudne. Zwolniony z pracy popadł w depresję, nie mógł znaleźć nowego zajęcia. "Zawód dziennikarza go wypluł i przez lata pozostawiał na aucie" - zaznaczył. Mimo to starał się pomagać innym, między innymi oferując darmowy nocleg osobom, które go potrzebowały.

Prawdopodobnie tak poznał też swojego mordercę. "Ponoć zamordował go facet, którego Krzysztof ugościł i chciał mu pomóc. Chciałoby się powiedzieć, cały Leski, który przez lata, każdego 31 października, organizował nocne marsze do Palmir. Albo przyjmował, pewnie nie tylko Francuzów, na coachsurfingu" - pisze na swoim blogu Galopujący Major.

Kim był Krzysztof Leski?

Krzysztof Leski urodził się 9 stycznia 1959 roku w Warszawie. Za kilka dni obchodziłby swoje 61. urodziny. Nie doczekał ich. Był dziennikarzem prasowym, radiowym i telewizyjnym. Karierę dziennikarską rozpoczął jako publicysta prasy wydawanej przez Niezależne Zrzeszenie Studentów i redaktor naczelny Biuletynu Informacyjnego NZS na Politechnice Warszawskiej, na której studiował. Po wprowadzeniu stanu wojennego był internowany.

Leski pracował w "Tygodniku Mazowsze", "Expressie Wieczornym" i "Gazecie Wyborczej". Współpracował z TVP, w której prowadził m.in. takie programy jak "Tylko w jedynce", "Spięcie", "Klub Dwójki" i "Wiadomości". Był także reporterem Kuriera 3 TVP oraz korespondentem brytyjskich mediów, m.in. "Daily Telegraph" oraz BBC World Service. Jego artykuły ukazywały się we "Wproście" czy w "Polityce". Dziennikarz prowadził też magazyn Polska i Świat w Programie Pierwszym Polskiego Radia. W Programie Trzecim Polskiego Radia był stałym komentatorem wydarzeń politycznych. W ostatnich latach udzielał się w mediach społecznościowych.

Dziennikarz został odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2017 roku Leski odmówił jednak przyjęcia Krzyża Wolności i Solidarności. Oświadczył wówczas, że swoją decyzję motywuje tym, iż prezydent Andrzej Duda dzieli tych, których nagradza medalami, na lepszy i gorszy sort.

(Źródło: Fakt24, media)