Amelka Frąckowiak zmarła po kilku miesiącach walki z ciężką chorobą. Po jej śmierci mama dziewczynki postanowiła pochować ją obok grobu swojej przyjaciółki. Przed pogrzebem pani Andżelika rozmawiała na ten temat z grabarzem.

– Wytłumaczyłam mu, gdzie ma być dokładnie pochowana moja córeczka – wyjaśnia nam Andżelika Frąckowiak (38 l.). – Kiedy usłyszał, że chcę szybko postawić pomnik, wskazał mi inne miejsce. Stwierdził, że będzie mu tam łatwiej kopać koparką.

Jednak pani Andżelika się na to nie zgodziła. Nie chciała, aby jej córka została pochowana w innym miejscu. Ale grabarz się uparł, i zrobił tak, jak chciał. Pani Andżelika uświadomiła to sobie dopiero po pogrzebie ukochanej córeczki, kiedy minął pierwszy szok.

– Po raz kolejny spotkałam się z grabarzem. Powiedział, że przeniesie grób w miejsce, które wyznaczyłam na samym początku – opowiada nam zrozpaczona mama Amelki.

Tym razem zrobił tak, jak obiecał, ale – jak się okazało – nie wyrobił odpowiednich zezwoleń! Grabarz owszem grób przeniósł, ale bez potrzebnego zezwolenia sanepidu.

– Byłam przekonana, że urna z prochami Amelki zostanie przeniesiona zgodnie z przepisami. Niestety grabarz zrobił to na własną rękę – żali się mama dziewczynki.

– I to był tylko mój błąd – przyznaje Henryk Ch. w rozmowie z Faktem. – Ale, gdybym postawił pomnik w tym miejscu, gdzie pani chciała i by się przechylił, to dopiero byłaby wojna – tłumaczy.

Sprawa znieważenia zwłok przez Henryka Ch. została zgłoszona w prokuraturze. Spór rozstrzygnie zatem sąd.