10-letnia Amelka odeszła niedawno po kilku miesiącach walki z ciężką chorobą. Podczas organizowania jej pochówku, kobieta otrzymała stosowny dokument potwierdzający, w którym miejscu ma zostać pochowana dziewczynka. Zależało jej, by córka spoczęła koło grobu przyjaciółki rodziny. Jak twierdzi pani Andżelika, przed pogrzebem dokładnie wskazała grabarzowi parcelę. Ten jednak zaproponował jej wówczas inne miejsce, na którym byłaby możliwość szybszego postawienia nagrobka. Mama Amelii nie zgodziła się jednak na to.

ak informuje portal "Elka.pl", podczas pogrzebu pogrążona w żałobie kobieta nie zorientowała się, że Amelka jest chowana w innym miejscu - tym, które wcześniej wskazał jej grabarz. Dopiero kilka dni po pogrzebie zwrócił na to uwagę dziadek zmarłej dziewczynki. 

Wzburzona kobieta od razu zgłosiła w biurze parafialnym samowolę. Nakazała przeniesienie urny w miejsce, w którym od początku miała być pochowana. Jak podaje "elka.pl", grabarz w rozmowie z panią Andżeliką przyznał, że chciał zrobić kobiecie przysługę chowając jej dziecko w innym miejscu.

Co więcej, grabarz jeszcze tego samego dnia wykopał urnę, przeniósł ją na właściwą parcelę i ponownie zakopał. Zrobił to, nie informując o tym fakcie nikogo. A zgodnie z przepisami prawa, każde otwarcie grobu po ceremonii pogrzebowej to ekshumacja. Do jej przeprowadzenia konieczna jest natomiast zgoda sanepidu, o którą powinni wnioskować w tym przypadku rodzice dziewczynki.

Pani Andżelika jest oburzona całą sytuacją i sprawę zgłosiła na prokuraturze. - Jestem poirytowana i zniesmaczona całą sytuacją. W głowie mi się nie mieści, że można w ten sposób traktować ludzi, a zwłaszcza ludzi pogrążonych w żałobie, że robi się to, na co ma ochotę, a nie to, co wybrał rodzic. Wiem, że z punktu prawnego zostały złamane przepisy i nie godzę się na to. Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, dlaczego nie grabarz? Niech odpowie prawnie, nie ważne czy to będzie pouczenie, czy grzywna, musi zrozumieć, że takich rzeczy się ludziom nie robi. Nie chcę żeby po mnie byli inni rodzice, ludzie którzy będą musieli się z tym zmagać - tłumaczy kobieta w rozmowie z portalem "Elka.pl".

Postępowanie prowadzone jest przez prokuraturę w Gostyniu ws. znieważenia prochów ludzkich. Grozi za to kara do dwóch lat pozbawienia wolności, grzywna albo ograniczenie wolności.

(Źródło: elka.pl)