Tragedia, która wydarzyła się w Koninie 14 listopada, nigdy nie powinna mieć miejsca. 21-latek, który przyszedł na spotkanie, żeby wymienić e-papierosa, został zastrzelony podczas interwencji. Policjant użył broni, bo chłopak zaczął uciekać.

Na miejsce tragedii w ciągu paru chwil przyjechało kilka oznakowanych oraz nieoznakowanych radiowozów. Jak udało nam się dowiedzieć, nie wszyscy policjanci zgodzili się przyjechać. Dlaczego? Mogła nimi kierować zawodowa solidarność, ale też obawa, że mogą zostać posądzeni o wybielanie kolegi.

To właśnie jeden z powodów, dla których pełnomocnik rodziny zastrzelonego złożył wniosek o przeanalizowanie nagrań z monitoringu. Sprawę przejęła prokuratura w Łodzi, która sprawdza wszystkie okoliczności śmierci Adama, a zwłaszcza motywy i zasadność użycia przez policjanta broni, jak również, co się działo na miejscu już po zastrzeleniu chłopaka. Co na to policja?

– Na miejscu było około 30 policjantów z prewencji i kryminalnych. Nic mi nie wiadomo na ten temat, żeby ktokolwiek odmówił przyjazdu na miejsce zdarzenia – zapewnia Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Z naszych ustaleń wynika, że policjant, który postrzelił Adama, po miesięcznym pobycie na oddziale psychiatrycznym, już go opuścił. Wciąż jest jednak na zwolnieniu lekarskim. Jeszcze w tym tygodniu może zostać przesłuchany i usłyszeć zarzuty.