Horror we wsi Skitka w obwodzie winnickim na Ukrainie. 22-letnia Snieżana wyprowadziła wózek z maleńką córeczką przed dom. Dziewięciomiesięczna Sasza spała. Matka zostawiła dziecko na kilka chwil i zajęła się pracą w domu. Nie spodziewała się, że kiedy wróci, jej córeczka będzie martwa. 

Kiedy 22-latka chciała sprawdzić, czy z jej maleństwem wszystko w porządku, z wózka zeskoczył kot. Dziewczynka już nie oddychała. Przerażona matka natychmiast powiadomiła pogotowie. – Dziecko było jeszcze ciepłe. Znaleźliśmy je w stanie śmierci klinicznej. Próbowaliśmy je uratować, ale nastąpiła już śmierć biologiczna. Reanimacja trwała około 30-40 minut – powiedziała w rozmowie z ukraińskimi mediami pielęgniarka Galina Zaharczuk, która przyjechała na miejsce zdarzenia. Wiadomo, że w momencie tragedii na zewnątrz nie było zbyt zimno. – Dziecko było ciepło ubrane, a jego ręce były zakryte – dodała sanitariuszka.

Jak doszło do tragedii?

Ze wstępnych ustaleń ukraińskiej policji wynika, że to kot zabił dziecko! Zwierzę miało wskoczyć do wózka zwabione zapachem mleka i możliwością ogrzania się. Najprawdopodobniej kot położył się na twarzy dziewczynki, która już nie była w stanie złapać oddechu. – Wstępna opinia eksperta jest taka, że to była asfiksja [uduszenie – przyp. red.]. Na ciele dziecka nie ma żadnych obrażeń. Nie podejmujemy żadnych działań przeciwko matce – przekazała ukraińska policja. Przeprowadzono sekcję zwłok niemowlęcia.

Z kolei lekarze weterynarii poddają w wątpliwość to, że zwierzę mogło spowodować śmierć dziewczynki. Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika bowiem, że matka spacerowała z córeczką przez około godzinę przed tragedią i maleństwo miało zatkany nos. Weterynarze podnoszą też, że gdyby kot usiadł na niemowlęciu, to na pewno by się kręciło i zaczęło płakać. W takim wypadku zwierzę nie siedziałoby w miejscu, gdzie jest mu niewygodnie i by zeskoczyło. Niewykluczone jest jednak to, że kot mógł być przyzwyczajony do rodziny i nie reagował na ruchy dziecka.

Śledztwo w sprawie śmierci dziewczynki

W sprawie śmierci niemowlęcia wszczęto postępowanie karne w kierunku zabójstwa, choć policja rozważa tylko jedną wersję tego, co się stało, a mianowicie wypadek. Zdaniem szefa lokalnej policji Pawła Darmograja lekarze weterynarii nie są specjalistami, by mówić o przyczynach śmierci dziecka. – Biegły doszedł do wniosku, że dziewczynka zmarła na skutek uduszenia mechanicznego, innymi słowy udusiła się. A powodem tego był kot, który skoczył na jej twarz – podkreślił Darmograj w rozmowie z mediami.

W toku śledztwa okazało się też, że niemowlę było mocno owinięte i z tego powodu nie mogło się ruszyć, by odstraszyć kota.

"Nieludzki płacz matki"

Dziewczynka została pochowana w rodzinnej miejscowości na początku grudnia. Sasza była pierwszym i długo wyczekiwanym dzieckiem Snieżany i Aleksandra. Niemowlę urodziło się zdrowe, choć ciąża była zagrożona, a poród był trudny.

Ojciec Saszy pracuje w piekarni, a Snieżana obecnie przebywała na urlopie macierzyńskim, by móc zająć się córeczką. Mieszkańcy wsi mają dobre zdanie o rodzinie.

Kot, którego oskarżono o doprowadzenie do tragedii, był oswojonym, domowym zwierzęciem. – Mała Sasza bardzo lubiła się z nim bawić, rodzice pokazywali jej, że to jest kot, tu są jego łapy, ogon. A potem ten sam kot wspiął się na głowę dziecka i je udusił... – wyznała ukraińskim mediom Swietłana, mieszkanka Skitki. Po dramatycznych zdarzeniach zwierzę przepadło. – Najwyraźniej usłyszał krzyczącą z rozpaczy matkę i zdał sobie sprawę z tego, co zrobił. Słysząc nieludzki płacz matki, uświadomił sobie, że zrobił coś strasznego i uciekł – wyznała Swietłana.

(Źródło: ukraińskie i rosyjskie media)