4 grudnia o godz. 18 budynek przy ul. Leszczynowej wyleciał w powietrze i złożył się, jak domek z kart. Żelbetowa, solidna konstrukcja zmiażdżyła będących w środku ludzi. Zginął Józef K. (†68 l.), jego małżonka Jolanta K. (†68 l.), ich wnuczek Szymonek (†8 l.). Śmierć zabrała też siostrzeńca - Wojciecha K. (†39 l.), jego żonę Annę K. (†38 l.) i trójkę ich maleńkich dzieci.

Przed budynkiem prace budowlane prowadziła firma, która na zlecenie powstających nieopodal apartamentowców miała zasilić nową inwestycję w energię elektryczną. Kopali na ulicy Leszczynowej, wąskiej drodze. – Firma miała zgodę na zajęcie pasa drogowego, ale nie mieli zgody naszego urzędu na wykonanie prac związanych z przewiertem pod asfaltem. To droga prywatna – mówi Antoni Byrdy, burmistrz Szczyrku.

Burmistrz dodaje, że firma na tak wąskiej ulicy jaką jest Leszczynowa, gdyby dostała zgodę mogłaby jedynie wykonać prace odkrywkowe. Kopanie uwidoczniłoby infrastrukturę pod ziemią. Nie mieli zgody na przewierty pod asfaltem. Tymczasem zrobili to, bo w miejscu tragedii znaleziono wiertnicę.

Kłótnia braci chwilę przed wybuchem

Z naszych ustaleń wynika, że kilka minut przed wybuchem pan Józef razem ze swoim bratem Tadeuszem, który mieszka obok, wyszli do pracowników firmy budowlanej i prosili, aby wreszcie zakończyli prace.  Doszło do  kłótni.  Zwracali im uwagę, że jest ciemno i późno i chcą mieć spokój. – Prosili, aby przerwali swoje prace – powiedziała w rozmowie z Faktem osoba, blisko związana z rodziną. 

20 minut później dom pana Józefa w wyniku wybuchu ulatniającego się po przewiercie gazu zawalił się pod ziemię. Mocna żelbetowa konstrukcja przygniotła 8 ofiar.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura i policja. Na razie zbierają materiały dowodowe. Na miejscu tragedii wciąż palą się znicze. Na wtorek jest zaplanowana sekcja zwłok tragicznie zmarłej wielopokoleniowej rodziny. Dopiero potem będzie można myśleć o organizacji pogrzebów...