Grzegorzowi Kwolkowi rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa powiedział RMF FM, że prace remontowe w Szczyrku nad siecią gazową były nadzorowane, a gdy osoba do tego wyznaczona zauważyła na mierniku gazu zmianę ciśnienia w sieci, natychmiast wezwała pogotowie gazowe. Miało to miejsce na kilkadziesiąt minut przed wybuchem. Pracownicy pogotowia spóźnili się o 22 minuty.

Doszło do uszkodzenia gazociągu?

Okoliczności tragedii są przedmiotem śledztwa, powołano również komisję, której zadaniem będzie ustalenie przyczyny wybuchu. Eksplozja nastąpiła po godzinie 18. W jej wyniku doszło do zawalenia domu, w którym przebywało osiem osób: czworo dorosłych i czworo dzieci. Wszyscy zginęli. Akcję wydobycia ciał zakończono w czwartek około godz. 14.45.

Polska Spółka Gazownictwa poinformowała PAP w nocy ze środy na czwartek, że "najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy w Szczyrku w środę wieczorem było uszkodzenie gazociągu średniego ciśnienia podczas robót wykonywanych przez firmę Aqua System".

Pracownicy byli świadkami wybuchu

Aqua System pracowała na zlecenie firmy Elmaro z Godziszki koło Szczyrku, która wykonuje usługi elektroenergetyczne. "Zlecony został przewiert sterowany pod ziemią. To metoda bez wykopu. Przewiert miał 30 m. Prowadzony był na głębokości 1,7 m" – wyjaśniła dyrektor ds. realizacji Aqua System Grażyna Międzybrodzka.

Prezes bielskiej firmy został wezwany przez policję do złożenia wyjaśnień. Śledczy rozmawiali już także z pracownikami spółki, który robili przewiert. Do wybuchu doszło na ich oczach.

Jak powiedziała PAP Sabina Bugaj, pracująca w miejskim ośrodku kultury, promocji i informacji, rodzina, która zginęła w tragedii, była znana w Szczyrku i w świecie narciarskim, snowboardowym.

Ofiary były znane w lokalnej społeczności

– Byli bardzo znani, lubiani. To była rodzina z tradycjami narciarskimi, sportowymi. Mieli rodzinny stok narciarski Kaimówka, na którym, jak mam 40 lat, to przynajmniej 35 lat jeździłam. Mieli rodzinny interes, jedną z pierwszych wypożyczalni sprzętu narciarskiego sportowego, serwis sprzętu. Byli trenerami narciarstwa, snowboardu – mówiła.

– Mieszkali wielopokoleniowo, ci młodsi, z dziećmi, dziadkowie – my tak żyjemy w Szczyrku. Zawsze budowało się tu duże domy – tyle, ile dzieci, tyle praktycznie pięter, żeby mieszkać razem. Jeszcze wiele takich domów wielopokoleniowych tutaj jest – to był jeden z przykładów, gdzie jeszcze naprawdę wszyscy mieszkali, bo różnie już teraz bywa – relacjonowała.

(RMF FM, PAP)