Zbigniew Pyda to uczestnik trzeciej edycji "Rolnik szuka żony". Choć w programie nie udało mu się znaleźć miłości życia, farmer starał się cieszyć ze szczęścia swoich pociech. Pięć lat temu pożegnał bowiem swoją żonę, która przegrała walkę z nowotworem. To właśnie wtedy, by się nie załamać, skupił całą swoją uwagę na dzieciach i wnukach.

Niestety, radość trwała zaledwie chwilę. Jak donosi "Super Express", 22 grudnia 2017 r. ok. godz. 16.30 w miejscowości Siedliszcze doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął syn rolnika. Do zdarzenia doszło na drodze krajowej nr 12 Piaski - Chełm. 35-letni mężczyzna szedł poboczem. Kierowca nadjeżdżającego autobusu zbyt późno go zauważył i nie zdążył już wyminąć. Marek zmarł na miejscu.

- Jeszcze w ten piątek przyszedł do mnie do domu i mówiłem mu, żeby nigdzie nie chodził, żeby został z rodzeństwem. Przypomniałem mu o rekolekcjach. Często ważniejsi byli znajomi i imprezy, ale wierzyłem, że się zmieni i bardzo, bardzo go kochałem - powiedział Zbigniew na łamach tabloidu.

O wypadku syna dowiedział się od sąsiadów. Jak relacjonuje "Super Express", musiał pojechać na miejsce tragedii, by zidentyfikować syna. Mężczyzna nie miał bowiem przy sobie żadnych dokumentów.

- Straszna chwila. Mam nadzieję, że jego odejście będzie przestrogą dla innych.Całe życie stało przed nim otworem, jeszcze mógł tyle zrobić. Nigdy nie jest za późno na zmiany. Tak mi się to życie ułożyło, że to ojciec chowa syna, a nie syn jego, ale przyjmuję to z pokorą, bo wiem, że nie ja o tym decyduję. Tak widocznie w Górze było to zapisane. Szczęśliwy jestem, jak biorę na ręce moje wnuki. Dwa miesiące temu narodził się trzeci chłopak - synek mojego młodszego syna Krzysztofa i jego żony Jagody, a w maju mieliśmy narodziny syna mojej córki - Beatki. Nie jestem sam i to jest najważniejsze - podsumował w tabloidzie.