Nowo wybudowana świątynia rzuca się w oczy z daleka. Jest duża, wokół prężą się wielkie, obite miedzianą blachą, smukłe kolumny. Wewnątrz też wszystko błyszczy nowością. Widać, że na budowę nikt nie żałował grosza.

– Płaciliśmy na budowę regularnie, bo potrzebny był tu porządny kościół. Wszystko już skończone, a okazuje się, że dalej mamy płacić. To nie w porządku – mówi spotkany w okolicy mężczyzna. Wieść o długu gruchnęła kilkanaście dni temu. Na każdej niedzielnej mszy nowy proboszcz przedstawiał parafianom listę finansowych zobowiązań.

– Dług wynosi milion złotych, między innymi kurii metropolitalnej jesteśmy winni sto tysięcy złotych – wyliczał ksiądz Ryszard Winiarski. Okazuje się, że poprzedni proboszcz nie oszczędzał na wyposażeniu kościoła. Za blisko 330 tys. zł kupił ołtarz, a około 400 tys. zł kosztowała sama posadzka. Do tego dochodzą malowane na zamówienie obrazy po kilkadziesiąt tys. zł za sztukę. Aby uniknąć komornika, nowy proboszcz zdecydował się na wzięcie 600 tys. zł kredytu. Jego poprzednik ks. Olech sprawy nie chce komentować.