Całe życie Patrycji było drogą przez mękę. Jej rodzeństwo trafiło do domu dziecka. Ona nie, bo była już wtedy pełnoletnia. – Ciężko to przeżyła. Z miłością też trafiła fatalnie, bo Łukasz okazał się tyranem. Chlał, tłukł ją i znęcał się nad dwójką ich dzieci – mówi Faktowi znajoma kobiety.

Rodzina miała założona niebieską kartę. W końcu w młodej kobiecie coś pękło i powiedziała swojemu katowi, że odchodzi.

Łukasz P. wpadł wtedy w szał. Zamordował Partycję, a żeby zatrzeć ślady, podłożył ogień. W kamienicy rozpętało się piekło. Na miejsce przyjechało siedem wozów strażackich. Strażacy przez wiele godzin walczyli z pożogą. Kamienica jeszcze się paliła, gdy strażacy znaleźli ciało Patrycji.

– Stwierdzone u niej przez prokuratora i lekarza obrażenia wskazują na przestępcze działanie. Zatrzymano podejrzewanego o zbrodnię mężczyznę – mówi prokurator Zbigniew Fąfera z prokuratury okręgowej w Zielonej Górze.

– Ciało Patrycji P. zostało zabezpieczone do sekcji. Żadnych innych informacji w tej sprawie nie udzielamy – mówi kom. Aneta Berestecka, rzeczniczka policji w Żarach. Kilka godzin później policjanci zatrzymali Łukasza P. – Ale Patrycji życia to nie wróci – mówi znajoma ofiary.W środę, prokurator przedstawił 26-latkowi zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyźnie grozi dożywocie. 

Co będzie z jej dziećmi? O tym zadecyduje sąd.