O rodzinie z Izdebek rok temu mówiła cała Polska. To wtedy zaginął najstarszy syn Danielek (13 l). Dwie doby błąkał się po lesie na bosaka i omal nie zamarzł. Szukało go niemal tysiąc osób. Przy okazji wyszła na jaw sprawa, które zbulwersowała całą lokalną społeczność.

Horror w domu

Policjantki poszły do domu po ubranie dziecka dla psa tropiącego. Wtedy w rzeczach do prania znalazły bieliznę ze śladami krwi. Zaczęto drążyć sprawę, w końcu wszczęto śledztwo. Okazało się, że wyrodny ojciec wykorzystywał swoje córki. Został aresztowany, a wszystkie dzieci zabrane do rodzin zastępczych. 

Teraz prokuratura oskarżyła Krzysztofa S. (39 l.) o pedofilię. Według śledczych ojciec krzywdził trzy dziewczynki. Kilkukrotnie dopuszczał się wobec nich tzw. innych czynności seksualnych. Ten horror miał trwać miesiącami.

Akta wracają do prokuratury

We wsi Krzysztof S. nie cieszył się dobrą opinią. – Do pracy się nie garnął. Nie raz chwalił się, że on fabrykę to ma w spodniach – mówi znajomy rodziny.

Mieszkańcy współczuli dzieciom. – Tam od zawsze była bieda. Poprawiło się im, kiedy dostali 500 plus. Trochę pomagała gmina, wyremontowali pokój, a na komunię Danielka zrobili uroczystość, aby chłopcu nie było przykro – mówi sąsiadka.

Babcia dzieci twierdzi, że o niczym nie wiedziała. - O niczym nie miałam pojęcia. Danielek często do mnie odwiedzał i reszta wnuków też przychodziła. Mieszkamy przecież blisko siebie. Nigdy na nic się nie skarżyły - mówi pani Stanisława.

Krzysztof S. miał niebawem stanąć przed sądem, ale akta sprawy zostały nieoczekiwanie odesłana do prokuratury. – W dokumentach są braki, trzeba je uzupełnić – powiedział nam Artur Lipiński, rzecznik Sądu Okręgowego w Krośnie.