Małgorzata nie mieszkała sama, jednak jej bliscy nie mieli pojęcia o ciąży. Rodziła w tajemnicy. Zamiast komuś powiedzieć, postanowiła zamordować córeczkę. Zaniosła bezbronne maleństwo na mróz, gdzie zmarło z wyziębienia.

Świat dowiedział się o zbrodni przez przypadek, gdy wyrodna matka zgłosiła się do szpitala z powodu dolegliwości niezwiązanej z ciążą. Lekarze zorientowali się, że niedawno nosiła pod sercem dziecko. Zapytana próbowała przekonywać, że urodziła w szpitalu, ale kłamstwa szybko wyszły na jaw.

Policjanci znaleźli noworodka zawiniętego w ręczniki w szafie w pokoju dziewczyny. Co popchnęło młodą kobietę do tak makabrycznego czynu? Zdaniem biegłych był to szok poporodowy, a matka nie wiedziała, co robi. W środę, 30 października zapadł wyrok: rok za kratami. Na poczet kary sąd zaliczył Małgorzacie dwa miesiące, które już odsiedziała w areszcie.

Oskarżona zrozumiała naganność swojego czynu, a jego traumatyczne konsekwencje będzie ponosić jeszcze przez bardzo długi czas – mówiła sędzia Elżbieta Wylęgalska. Oddalono też zarzut znieważenia zwłok, bo choć schowanie martwego dziecka w domu jest makabryczne, miało być spowodowane chorą chęcią bycia przy córce. Sędzia nie dopatrzyła się w tym zamiaru bezczeszczenia. Wygląda więc na to, że morderczyni się upiecze. Będzie jednak musiała żyć ze świadomością potworności, jakiej się dopuściła.