Magda Gessler i "Kuchenne rewolucje" w gospodzie "Pod zachrypniętym kogutem"

Skąd wzięła się gospoda "Pod zachrypniętym kogutem"? Bohaterowie nowego odcinka "Kuchennych rewolucji" przyznali, że najpierw zakochali się w oszałamiającym widoku na Wisłę. Marek docenił wielki sad, w którym rosną stare, rzadko już spotykane odmiany jabłoni. Mateusz prowadzi z kolei ekologiczną hodowlę kur niosek. Ola, która uwielbia gotować i bardzo lubi ludzi postanowiła więc otworzyć własną gospodę, w wyremontowanej kamiennej oborze. Korzysta głównie z lokalnych przepisów i ekologicznych produktów. Gospoda „Pod zachrypniętym kogutem”, którą dziś odwiedziła Magda Gessler nigdy nie przynosiła dużych zysków, ale w sezonie zaglądało tu sporo osób, co pozwalała na utrzymanie miejsca. Niestety, czas spokoju został przerwany przez tragiczne wydarzenie. Podczas pożaru rodzina straciła dosłownie wszystko. Szczęśliwie udało im się odbudować dom. Kolejne problemy pojawiły się, kiedy Ola poważnie zaniemogła. Jej wielomiesięczna niedyspozycja praktycznie uniemożliwiła funkcjonowanie gospody. Zarówno Marek, jak i Mateusz nie potrafili zająć się miejscem, tak dobrze, jak ona. Kiedy Ola po 5 miesiącach od operacji wróciła do pracy, sytuacja restauracji była naprawdę fatalna. „Pod zachrypniętym kogutem” nie posiada też szyldu i reklamy, co może być jednym z powodów braku gości. Turyści zjawiają się tu jedynie w sezonie letnim, ale to nie wystarcza na utrzymanie miejsca.

Na początek Magda Gessler zamówiła talerz kiełbas i zupę szczawiową. Po chwili zastanowienia wybrała jeszcze jedno danie. – Chciałabym golonkę. Mnie to kusi bo to taki grzech. Kobieta z golonką, jak to wygląda fatalnie. Więc chcę fatalnie wyglądać – przyznała z rozbrajającą szczerością. Zupa nie przypadła jej do gustu. – Wodzianka! Za mało jest tego szczawiu. Powinno go być dwa razy więcej i zupa powinna być bardziej kwaśna. A tak jest za mało wyrazista – podsumowała. Podobnie było z golonką.  – Ta golonka jest kompletnie klapnięta. Mięso straciło sprężystość ponieważ było trzymane bardzo długo w gorącym rosole. Tego się nie robi – przyznała zdegustowana Magda Gessler, ale doceniła dodatki. – Ziemniaki wyborne, bardzo dobry gatunek. Ogórki pierwsza klasa – powiedziała. 

By zatrzeć złe wrażenie po zupie szczawiowej i golonce, właścicielka przyniosła Magdzie Gessler swoje popisowe zdanie zupę zacierkową. – Ta zupa jest bardzo smaczne, ale w takich miejscach powinna być micha zupy. Co to jest? – zastanawiała się Magda Gessler, rozczarowana małą porcją zupy. – Ja bym swojemu narzeczonemu nie dała takiej porcji, bo to jest za mała porcja – przytaknęła kelnerka Natalia.

Właścicielka ma smak i bardzo dobre produkty. Ale jej amatorszczyzna kompletnie zabija to miejsce – powiedziała na koniec pierwszego dnia Magda Gessler. Jej decyzją restauracja zmieniła nazwę na Gospodę pod rumianym jabłkiem. Menu, które zaproponowała przypadło wszystkim do gustu.

– Pierwsze danie to usmażone jajka sadzone z kremem z borowików. Drugie danie to podany w wazie prawdziwy kurzy rosół w środku z pieczonymi pomidorami, domowym makaronem, koprem i pietruszką. Jeszcze pulpety z kaczki i do tego kopytka ze szczawiem.A na deser szarlotka – powiedziała Magda Gessler. Podczas finałowej kolacji restauratorce puściły nerwy, gdy na stole gości zabrakło chleba, więc nakrzyczała na właścicielkę. – Masz syna, masz męża i weź organizuj im pracę.  Zobacz co się dzieje. Ludzie dostają jajka i sami sobie idą kroić chleb. W ogóle nie ma nawet jednej kromki ukrojonej. Olka, jest źle. Nie wiem jak ty to poprowadzisz, tu jest burdel na kółkach, no! – wykrzyczała. Na szczęście gościom smakowały wszystkie dania i rewolucja się udała. Po powrocie do gospody Magda Gessler nie kryła zachwytu. Wszystkie dania, które wymyśliła trzymały wysoki poziom. – Brawo. Ja pierniczę, jak wy dobrze gotujecie. Jedno z przyjemniejszych miejsc, gdzie można pięknie zjeść i pobyć i zachwycić się cudowną kuchnią. (...) Każdy powinien tu zjeść, bo jest serdecznie, pysznie i domowo – skwitowała.