Artur Nowik Nowicki (†28 l.) zginął w noc sylwestrową, dwa dni po swoich urodzinach. Jego ciało znaleziono pod blokiem w Morągu, gdzie mieszkał z Patrycją. Według policji sam wyskoczył z czwartego piętra.

Śledczy dali się zwieść z pozoru niewinnie wyglądającej dziewczynie, która upozorowała samobójstwo partnera i udawała zrozpaczoną. Matka zmarłego od początku nie wierzyła, że Artur sam wyskoczył z okna.

– W noc morderstwa Patrycja napisała do mnie esemesa, że mnie przeprasza za wszystko – mówi pani Marzanna. – Wiedziałam, że go wypchnęła. Ba, cały Morąg wiedział, że go zabiła – dodaje.

Na klatce schodowej, gdzie mieszkała Patrycja, ktoś sprajem napisał "MORDERCZYNI", więc kobieta robiła wszystko, by utrzymać pozę zrozpaczonej "wdowy".

– Zaproponowała mi 1000 zł na nagrobek dla Artura, chciała mnie przekupić pieniędzmi... – denerwuje się matka.

Do śledczych coraz częściej docierały informacje, że to dziewczyna stoi za śmiercią Artura. Poddali ją badaniom na wykrywaczu kłamstw. Wykazały, że może mieć ona coś wspólnego z tragedią.

Poddana przesłuchaniu "pękła" i przyznała się do zbrodni. I to na godzinę przed końcem 48-godzinnego zatrzymania. Grozi jej dożywocie.