Wszystko zaczęło się od pewnego prezentu. W połowie września Agnieszka dostała młodą magnolię, drzewko o zjawiskowych kwiatach.

Drzewo pamięci

„Dostałam dziś piękną magnolię, którą zasadzę w ogrodzie. Nie wstawię zdjęcia Piotrka, nie dam rady. Nie wiem, czy w ogóle wstawię tu jeszcze kiedyś jakieś zdjęcie, to jest teraz zupełnie nieważne… Piotrka nie ma, ale zostawił mi mnóstwo miłości i najlepszych ludzi na świecie. Rodzinę, przyjaciół, którzy nawet przez chwilę nie dają mi poczuć, że jestem sama” – napisała wtedy na swoim Instagramie.
I tak powstał pomysł na stworzenie specjalnego miejsca pamięci przy willi Woźniak-Staraków w Konstancinie. Magnolia już jest zasadzona, teraz wokół niej trzeba odpowiednio przerobić część ogrodu. Tak, aby można było posiedzieć w zadumie i czuć bliskość Piotra. Wszak jego grób jest oddalony od Warszawy o prawie 300 km i ciężko często tam zajeżdżać.

Bolesne wspomnienia

– Nie wiadomo, kiedy Agnieszka będzie w stanie pojechać do Fuledy. To miejsce kiedyś kojarzyło się ze wspaniałym azylem wśród mazurskiej przyrody. Teraz przywołuje dramatyczne wspomnienia. Nie ma się więc czemu dziwić, że chce mieć takie miejsce zadumy blisko siebie. Drzewo jest symbolem pamięci, ma wiele odniesień do życia i śmierci. To będzie bardzo osobiste, wręcz intymne dla niej miejsce – tłumaczy znajomy Woźniak-Starak.

Drzewo jest symbolem pamięci, ma wiele odniesień do życia i śmierci. To będzie bardzo osobiste, wręcz intymne dla niej miejsce

Śledczy pracują

Mimo iż od śmierci i pogrzebu minął ponad miesiąc, śledczy ciągle badają okoliczności śmierci spadkobiercy kilkumiliardowej fortuny rodzinnej. Prowadzone jest postępowanie w sprawie spowodowania katastrofy na wodzie ze skutkiem śmiertelnym. Już wiadomo, że Ewa O.(27 l.), pasażerka motorówki Woźniak-Staraka, nie przyczyniła się do wypadku. Jest więc tylko świadkiem w sprawie. Dziewczyna, którą do domu odwoził milioner, była ostatnią osobą, która widziała Piotra żywego i mogła wyjaśnić, co się stało.
Wiadomo, że tragicznego dnia producent był pod wpływem alkoholu. Badania wykazały, że było to ok. 2 promili. Podczas nieudanego manewru motorówką stracił panowanie nad łodzią. Najpierw wypadła z niej pasażerka, a potem Piotr. Uderzył w śrubę motorówki, a jego ciało odnaleziono dopiero po pięciu dniach poszukiwań.