"Rolnik szuka żony" nabiera tempa. Uczestnicy przeczytali już wszystkie listy, spotkali się kilka razy z wybranymi kobietami i wybrali te, które zaprosili do swoich gospodarstw. Podczas ostatnich randek Adrian zdecydował, że do domu zaprosi Wioletę oraz Agatę. Kolejną szansę dał też Ilonie, która choć nie mogła osobiście pojawić się na nagraniach, zauroczyła rolnika do tego stopnia, że postanowił ugościć ją w swoim gospodarstwie.

Gdy już wszystkie panie zjawiły się na jego włościach, wskazał im odpowiednie pokoje. Pierwszy problem pojawił się, gdy Agata dowiedziała się, że będzie musiała dzielić lokum z Iloną.

- Nie ukrywam, że dla mnie to nie jest komfortowa sytuacja. Na co dzień mieszkam sama - warknęła do kamery.

Później wcale nie było lepiej. Agata od razu poczuła, że jest najbardziej śmiałą kandydatką, więc postanowiła wykorzystać swoją pozycję. Wychodziła przed szereg, przejmowała inicjatywę, zajmowała Adriana rozmową, o wszystko pytała i nie dopuszczała do głosu nieśmiałych rywalek.

- Mam syndrom matki kwoki, więc myślę, że i tutaj przejmę stery - powiedziała z dumą.

Pod koniec dnia Adrian oprowadził swoje kandydatki po gospodarstwie. Pokazał im m.in. olbrzymią szklarnię, w której hoduje kwiaty. Najbardziej zainteresowana znów wydawała się mieszkanka Wrocławia, która wypytywała o poszczególne rośliny.

- Masz taką dość wdzięczną pracę, bo to wszystko ma swoją historię później - stwierdziła filozoficznie Agata.

W tym samym momencie Ilona i Wioleta nie wytrzymały i parsknęły śmiechem. Choć próbowały ukryć swoją reakcję na słowa koleżanki, kamery były szybsze.

- To nie tak. Ja bym to ujął tak, że my dajemy gotowe składniki. To jest jak z przepisem, a już co jak komu wyjdzie, to już od niego zależy - wyjaśnił ze stoickim spokojem Adrian. Myślicie, że to właśnie tym sposobem Agata zdobędzie serce 28-letniego rolnika?