Marylin zmarła po zakrztuszeniu się marchewką

Do tragedii doszło 17 września podczas przerwy w Belmont Community School w Worcester na terenie stanu Massachusetts. Młoda amerykanka przyniosła z domu zdrową przekąskę w ramach drugiego śniadania. Gdy jadła marchewkę w czasie przerwy, Marilyn Ofobi Korankyewaa zaczęła się krztusić.

UdostępnijYouTube

Dziewczynka zdążyła jeszcze zaalarmować swoją koleżankę i razem z nią pobiegła do toalety. Niestety nie udało się jej udrożnić dróg oddechowych. O zdarzeniu opowiedział jej wujek:

Z relacji świadków wiemy, że pobiegła do łazienki. Na szczęście razem z nią była jej przyjaciółka. Marilyn dławiła się coraz bardziej, a przyjaciółka pobiegła do nauczycieli, żeby powiadomić ich, że się czymś zakrztusiła. W tym czasie Marilyn zdążyła zemdleć

UdostępnijYouTube

10-latka już nigdy się nie wybudziła, a bliscy mają wiele pytań

Kiedy nauczyciele zorientowali się, do czego doszło, natychmiast zaczęli udzielać dziewczynce pierwszej pomocy. Jednocześnie zadzwonili po służby ratunkowe i do rodziców 10-latki. Niestety ani ratownicy, ani lekarze nie byli w stanie uratować dziewczynki. Marilyn Ofobi Korankyewaa trafiła do szpitala, ale już nigdy się nie obudziła. Zmarła we wtorek 17 września. Jej pogrzeb odbył się w miniony czwartek.

UdostępnijYouTube

Bliscy dziewczynki są pogrążeni w żałobie. Wstępnie śledczy uznali śmierć Marilyn za przypadek. Ale póki co, rodzina nie zamierza zaakceptować takiego wyjaśnienia. Są pewni, ze wychowawcy mogli zrobić więcej i mieli szanse zapobiec tragedii. Dlatego nie zamierzają się poddać i nadal szukają odpowiedzi w kwestii śmierci Marylin.

UdostępnijYouTube

Rodzina chce wyjaśnić, dlaczego 10-latka zmarła po zakrztuszeniu się marchewką

O wątpliwościach bliskich dziewczynki opowiedział przyjaciel rodziny:

Oni zastanawiają się po prostu, czy śmierci Marylin można było uniknąć. Nadal mają mnóstwo pytań. Na przykład – poszła do łazienki i nie było tam nikogo. Usłyszeli, że nauczyciele próbowali udzielić jej pierwszej pomocy. Teraz zastanawiają się, czy zrobili to w odpowiedni sposób i który z nauczycieli się tego podjął. Nie twierdzą, że wychowawcy są winni tej tragedii, ale chcą wiedzieć, czy szkoła ma jakąś procedurę do postępowania w takich wypadkach. Jeśli nie, to byłoby dobrze, gdyby taka powstała po tej tragedii

Burmistrz Worcester wie o wątpliwościach rodziny i zapewnia, że władze dołożą wszelkich starań, żeby pomóc bliskim 10-latki:

Myślę, że po prostu potrzebują dokładnie wiedzieć, co i w którym momencie się stało – chcą ustawić wydarzenia chronologicznie, żeby móc zamknąć tę sprawę. Zrobimy dla nich, co w naszej mocy