Dom pary zamienił się w fabrykę mordowania dzieci, co wyszło na jaw w grudniu 2018 roku, kiedy pracownicy opieki społecznej poinformowali policję, że Aleksandra mogła być w ciąży. Była, jednak jak ustalili śledczy, zaraz po porodzie włożyła Ewelinkę do wanny, a potem do foliowej torby. Związała worek i walczące o powietrze maleństwo zamknęła w nieczynnym piecu chlebowym. Dziewczynka nie miała żadnych szans.

Odnaleziono tam też szczątki innych zamordowanych w ten sam sposób niemowlaków: 31 sierpnia 2016 r. i 6 czerwca 2015 r. Jeden aniołek, uduszony jako pierwszy – 4 sierpnia 2013 r. został zakopany w ogródku.– Nie chciałam, aby to tak się zakończyło. Ta ciąża była tylko w mojej głowie i moim sumieniu – mówiła łamiącym się głosem Aleksandra.

Tłumaczyła, że partner zagroził jej, że jeśli zajdzie w ciążę zostawi ją bez grosza przy duszy i wyrzuci na bruk.– Groził też, że odbierze mi syna, a on jest dla mnie najważniejszy – wyjaśniała dzieciobójczyni przed sądem. Para ma bowiem 7-letniego syna, który urodził się zanim ruszył szokujący proceder, o którym, jak twierdzi 28-latka doskonale wiedział jej partner.– Widział mnie rano i wieczorem i w czasie prac gospodarczych. Wiedział o wszystkich ciążach – dodawała.

Dawid W. (38 l.) idzie w zaparte, że konkubina wszystko przed nim ukrywała. Prokurator jednak nie daje wiary tej linii obrony i chce, by 38-latek odpowiedział za to, że akceptował fakt ukrywania ciąży, nie zapewniał jej opieki medycznej, a także uzależnił ją od siebie ekonomicznie i psychicznie. Usłyszał zarzut pomocnictwa, a jego konkubina może dostać dożywocie za morderstwa.