Najbardziej zaskakujący jest fakt, że napaści dokonał ratownik medyczny.

Ratownik medyczny pobił ranną kobietę

Pani Agata P. miała rozbitą głowę oraz bardzo źle się czuła. Do szpitala im. Marciniaka została przewieziona karetką. W pewnej chwili postanowiła zapytać o coś kogoś z personelu. W holu zauważyła jednego z ratowników medycznych — Tomasza Ł. Podeszła do niego. Była wobec niego uprzejma i z pewnością nie zachowywała się agresywnie. Niestety tego samego nie można powiedzieć o nim.Mężczyzna nagle zaczął ją kopać! Zadał rannej kobiecie kilka kopniaków.

Udostępnij

„Potrzebowałam tam pomocy, a zostałam brutalnie zaatakowana”

To jednak jeszcze nie wszystko. Cała sytuacja miała mieć miejsce na oczach policjantów, którzy w żaden sposób nie zareagowali na to, co się dzieje. Pani Agata nie może uwierzyć w to, co się jej przytrafiło i jest tym przerażona. W rozmowie z Super Expressem powiedziała:

Potrzebowałam tam pomocy. A zostałam brutalnie zaatakowana przez kogoś, kto przecież powinien ratować ludzi, a nie ich bić

Udostępnij

Ratownik medyczny pobił ranną kobietę, a nic z tym nie zrobiono

Kolejnym niepokojącym faktem w tej sprawie jest to, że przełożeni Tomasza Ł. mieli dowiedzieć się o zajściu tuż po nim, a mimo to w żaden sposób nie zareagowali. Mężczyzna nie został ani zawieszony, ani nawet odsunięty od pracy z pacjentami. Jedyne, co zrobiono, to wszczęto postępowanie wyjaśniające.Zakończyło się ono udzieleniem nagany mężczyźnie.

Udostępnij

Teraz wszczęto śledztwo

Dopiero kiedy „Super Express” wystosował oficjalne zapytanie, władze szpitala faktycznie zajęły się tą sprawą.W tym samym dniu poinformowano bowiem o zaistniałej sytuacji prokuraturę.

Ostatecznie agresywny ratownik medyczny został wyrzucony z pracy. Jednak jego przełożeni dokonali tego tylko teoretycznie. Dlaczego?Mężczyzna znajduje się w tej chwili na zwolnieniu lekarskim. Do czasu kiedy nie wyzdrowieje, nie jest możliwe rozwiązanie z nim umowy.

Prokuratura wszczęła już śledztwo, a mężczyźnie grozi 3 lata więzienia.

Nie jest to jedyne ze skandalicznych zachowań na SOR-ze w Polsce. Tylko szczęśliwie tym razem nikt nie umarł. Kilka miesięcy temuPan Krzysztof miał zator w nodze. Trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Sosnowcu. Mimo że był to stan zagrażał jego życiu, nie udzielono mu pomocy przez bardzo długi czas. Mężczyzna zmarł. Miał zaledwie 39 lat.