58-letni Bon Truong czekał aż 10 miesięcy, zanim zgłosił się po wygraną. Twierdzi, że musiał... pomyśleć. Spędził niemal rok zastanawiając się nad tym, co niesie wygrana w Lotto Max o wartości 60 milionów dolarów. – Najpierw sądziłem, że będzie to miesiąc lub dwa, ale miałem dużo do przemyślenia. To duże pieniądze, a więc dużo myślenia – powiedział podczas środowej konferencji w Alberta Gaming Liquor and Cannabis, agencji nadzorującej gry hazardowe.

Ten moment w końcu zakończył wielkie oczekiwanie, które trwało od października ubiegłego roku. Jedyny zwycięski kupon został wtedy zakupiony przez kogoś w Edmonton. Do tej pory jednak nikt nie wiedział, kim jest szczęśliwiec. Truong wyemigrował z Wietnamu do Kanady w 1983 r., płynąc łódką przez ocean. Miał wtedy 22 lata i chciał zbudować nowe życie po wojnie. Znalazł pracę jako ogrodnik (to zawód, który wciąż lubi), ożenił się i ma już troje dzieci.

Dowiedział się o wygranej, gdy sprawdził liczby dzień po losowaniu 26 października 2018 r. To było dla niego równie szokujące, jak teraz. Powiedział o tym żonie, a potem musiał ją przekonać, że nie żartuje. Kolejną rzeczą, którą zrobił, było umieszczenie swojego nazwiska na kuponie, a następnie schowanie go w sejfie. Potem pozwolił, by życie wróciło do normy. Czekał i rozważał różne opcje. Wiedział, że prawdopodobnie w życiu jego rodziny nastąpią pewne zmiany i chciał, aby wszyscy byli przygotowani.

Jak mówi, zamierza najpierw spłacić kredyt hipoteczny i inne długi, a następnie zabrać bliskich na wakacje. Truong nie chce, aby jego dzieci były zepsute, dlatego nadal zamierza je wychowywać tak, aby poznały wartość pracy zarobkowej. Wie też, że sam nie przestanie być ogrodnikiem. Kocha to zajęcie i zapewnia, że "nadal czuje się młody i silny". Nie zrezygnował jednak z dalszej gry w Lotto - wciąż skreśla te same liczby, które wybierał od lat.

(źródło: StAlbertToday.ca)