„Miłość, miłość w Zakopanem” - tak skomentowała swój urlop marzeń 24-letnia Anna z Jakubowa pod Polkowicami. To był jej ostatni wpis na Facebooku. 22 sierpnia zginęła w trakcie burzy z piorunami, która rozszalała się w Tatrach. "Gazeta Wrocławska" opisuje, kim była 24-latka z województwa dolnośląskiego.

Anna mieszkała z rodzicami w Jakubowie. Miała czteroletniego synka. W Tatry wyjechała ze swoim chłopakiem. To miał być urlop ich marzeń. 24-latka zginęła rażona piorunem na Giewoncie. Tego dnia burza zabiła w Tatrach w sumie cztery osoby, w tym dwoje dzieci. Pioruny raniły też ponad 150 turystów.

- Tak się cieszyła na ten wyjazd. Ona była bardzo radosną i uśmiechniętą osobą - powiedziała w Gazecie Wrocławskiej jedna z mieszkanek Jakubowa, która znała Annę. - Co ja mogę więcej powiedzieć? Serce mi się kraje na samą myśl o niej. Ciągle widzę jej twarz przed oczami i nie mogę uwierzyć, że już jej nie ma wśród nas. Bardzo mi szkoda jej rodziny.

Chrzciłem jej synka

W Jakubowie wciąż nie milkną echa tragedii, do której doszło 22 sierpnia w Tatrach. - To jest bardzo trudne dla wszystkich, dla mnie też. Śmierć każdego parafianina mnie dotyka, ale tak młodej osoby w szczególności. Bardzo współczuję rodzinie Anny. To jest dla nich ogromna tragedia... Pamiętam jak chrzciłem jej synka. Będziemy się za nią modlić - opowiada w Gazecie Wrocławskiej ksiądz Stanisław Czerwiński, kustosz Sanktuarium i Parafii Świętego Jakuba w Jakubowie.

Rodzina dowiedziała się o tragicznym finale wyjazdu Anny dopiero dzień po tragedii. Przy okazji dowiedzieli się, że jej chłopak jest ciężko ranny. Marcin, mieszkaniec Głogowa, wciąż leży w szpitalu w Zakopanem i ma poważne obrażenia nóg, ale jego życiu nie zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo.

Tragiczna burza w Tatrach

To był horror. Burza, która 22 sierpnia nawiedziła Tatry, przyniosła tragiczne skutki. Zginęły cztery osoby. Śmierć na miejscu poniosła 46-letnia kobieta, 24-latka z Dolnego Śląska oraz dwoje dzieci – dziewczynka (†10 l.) z Mazowsza i chłopiec (†10 l.) z Małopolski. Po słowackiej stronie od pioruna zginął także czeski turysta. Rannych zostało ponad 150 osób.

Naczelnik TOPR stwierdził, że na pół godziny przed tragicznymi zdarzeniami w Tatrach były już słyszalne grzmoty. Pomimo to turyści cały czas wchodzili na Giewont. Po uderzeniu pioruna w krzyż na szczycie rozpoczęła się paniczna ucieczka w dół.

W sprawie tragedii na Giewoncie, trwa prokuratorskie śledztwo. Prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci.

Źródło: Gazeta Wrocławska