Dwa lata temu pojawiły się informacje, że trwają prace nad projektem, który miał zmienić przestarzałe przepisy dotyczące pochówku. Pochodzą one z 1959 roku i nie przystają już do współczesnych realiów i potrzeb społecznych. Dopuszczalne formy określa art. 12 tej ustawy, który mówi, że „Zwłoki mogą być pochowane przez złożenie w grobach ziemnych, w grobach murowanych lub katakumbach i zatopienie w morzu. Szczątki pochodzące ze spopielenia zwłok, mogą być przechowywane także w kolumbariach”. Tylko tyle.

Dziś coraz więcej osób decyduje się na kremację, a popularną formą uczczenia pamięci zmarłego staje się rozsypanie prochów. W okolicach 2010 r. na terenie kilku cmentarzy w Polsce powstały tzw. ogrody pamięci, czyli miejsca stworzone właśnie w tym celu. Jednak zgodnie z prawem sprzed 60 lat jest to nielegalne, co więcej rozsypanie szczątków podlega karze grzywny lub aresztu do 30 dni. W 2010 roku powstał nawet międzyresortowy zespół, którego zadaniem było urealnienie obowiązujących przepisów poprzez zmianę ustawy z 1959, niestety,prace te zostały zawieszone.

To problem nie tylko rodzin, ale także miast, miasteczek i wsi, bowiem brakuje terenów pod cmentarze. Trzeba pamiętać, że teren pod nekropolię musi spełniać odpowiednie wymogi sanitarne. Budynki mieszkalne, czy też zakłady zbiorowego żywienia, nie mogą być bliżej niż 150 metrów od cmentarza, gdy nie ma sieci wodociągowej, a gdy sieć jest, to 50 metrów. Jeśli w odległości 40 metrów od danego terenu jest studnia, to nie można zbudować na nim nawet kolumbarium- miejsc do przechowywania urn z prochami. Prawo postrzega je tak samo, jako trumnę ze zwłokami, pomimo tego, że ludzkie prochy nie stanowią żadnego zagrożenia epidemiologicznego.

- Ten przepis trzeba zmienić, bo w przypadku kolumbariów, które są coraz bardziej powszechne, bo coraz więcej ludzi decyduje się na skremowanie zwłok, to tak restrykcyjne przepisy nie są wcale potrzebne – mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich w rozmowie z serwisem prawo.pl. - Nie ma logicznego uzasadniania, by te same parametry stosować do grobów tradycyjnych i kolumbariów - dodaje.

Czas urealnić stare przepisy

Dziś Polacy te przepisy obchodzą w przeróżny sposób. Wola zmarłego, który zdążył wyrazić chęć, by jego prochy rozsypano w ukochanym przez niego miejscu, jest dla nich ważniejsza niż ryzyko otrzymania kary grzywny. Dochodzi więc do sytuacji, gdy po skremowaniu ciała do urny, która zostanie złożona w ziemi (lub w kolumbarium), nie trafiają wszystkie prochy. Część jest odsypywana do mniejszego pojemnika. W innych przypadkach urna składana w grobie jest wręcz pusta, a prochy przekazywane są rodzinie w innej. Czasami do oficjalnego pochówku w ogóle nie dochodzi.

Zdaniem wielu samorządowców nie ma co utrudniać ludziom życia, zwłaszcza w przypadku tak tragicznych okoliczności, jak śmierć zmarłego.

- W świetle obowiązujących przepisów urny powinny zostać pochowane na cmentarzach, jednak nie jest tajemnicą, iż część urn nie trafia na nekropolie, a prochy bywają rozsypywane w miejscach jedynie znanych bliskim osobie zmarłej. Pora zatem wprowadzić akt wykonawczy, który egzekwowałby pochówek 100 proc. urn lub sankcjonowałby rozsypywanie prochów np. w ogrodach pamięci lub trzymanie urn w domu - mówi Maria Kaczmarska, rzecznik prasowy Miejskiego Ogrodu Zoologicznego Sp. z o.o. i Zarządu Zieleni Miejskiej w Łodzi, w rozmowie z prawo.pl.

Nad przepisami, które dopuszczają prawnie m.in. rozsypanie prochów, pracuje Główny Inspektorat Sanitarny (GIS). „Rozważamy regulację prawną form pochówku, które nieformalnie już funkcjonują” - mówił w 2017 r. rzecznik GIS Jan Bodnar. O nowelizacji w ciągu ostatnich dwóch lat było cicho, ale niedawno prowadzenie prac nad nią potwierdzono.

Nie wiadomo jeszcze jednak, jaki będzie ostateczny kształt ustawy, czy trzymanie urn w domu będzie dopuszczalne, czy też okaże się być to za dużym krokiem w przód i uregulowana zostanie jedynie kwestia budowania nowych kolumbariów. Należy bowiem pamiętać, że już przed dwoma laty Ministerstwo Zdrowia negatywnie wypowiedziało się na temat funkcjonowania ogrodów pamięci czy rozsypywania prochów nad morzem.

Własny rodzinny cmentarz?

W odległych czasach rodzinne cmentarze nie były niczym niezwykłym, do dziś rozsiane są po całej Polsce. Grobowce budowano na cmentarzach (jak w Zakałczu Wielkim), a czasem z dala od nich, jak np. słynna piramida w Rapie, która powstała na początku XIX wieku w mazurskiej wsi. Była ona miejscem ostatniego spoczynku pruskiego rodu von Fahrenheid.

Dziś prawo pod tym względem jest bardzo restrykcyjne. Cmentarz może założyć tylko kościół lub władze świeckie, co i tak nie jest łatwe, bo grunty muszą spełnić odpowiednie wymagania. Poza wspomnianą odległością od zabudowań mieszkalnych jest jeszcze, chociażby warunek spełniania odpowiednich norm zawartości węglanu wapnia i poziomu kwasowości gruntu. Do tego zarówno przy założeniu, jak i rozszerzeniu granic istniejącego już cmentarza, wymagana jest zgoda inspektora sanitarnego.

W teorii od wspomnianego artykułu 12, który określa gdzie i jak możemy chować bliskich, możliwe jest zrobienie wyjątku. Jednakże ustawa z 1959 r. podaje, że potrzebne jest rozporządzenie „ministra właściwego do spraw budownictwa, planowania i zagospodarowania przestrzennego oraz mieszkalnictwa w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw zdrowia”.

Prochy Piotra Woźniaka-Staraka mają zostać złożone w rodzinnej posiadłości Fuleda- na Mazurach nieopodal Giżycka. Jak podaje „Super Express” było to możliwe dzięki pozyskaniu specjalnej zgody sanepidu.