Shani Clark zobaczyła pewnego dnia, jak jej syn Michael Clark sprząta swoją ciężarówkę.

Zauważyła ogromną ilość puszek po napojach energetycznych, które wyrzucał młody mężczyzna.

Gdy spytała syna po co pije ich tyle, on ją szybko zbył i tak skończyła się ta dyskusja.

Kilka tygodni później Michael został znaleziony w samochodzie po tym jak przeszedł rozległy zawał serca. Później stwierdzono, że zawał był wynikiem nadmiernego spożywania kofeiny, która jest składnikiem napojów energetycznych.

"Nie umiem opowiedzieć o bólu który teraz czuję. Moje serca właśnie rozbiło się, a ja nie mogę przestać płakać" napisała Shani na Facebooku.

Michael zmarł w styczniu 2014 roku, a w tygodniach poprzedzających jego śmierć Shani zaczęła dostrzegać to ile kofeiny spożywa jej syn.

"Sprzątał swoją ciężarówkę i zobaczyłem że miał ogromną ilość puszek po napoju Morther, powiedziałam do niego, że mam nadzieje, że nie wypija ich wszystkich na raz, odpowiedział, jak to zwykle dzieci odpowiadają, że ja się na niczym nie znam. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy.".


Morther jest napojem energetycznym sprzedawanym w Australii.

Dopiero po śmierci syna Shani zaczęła łączyć ze sobą pewne fakty. Tuż przed śmiercią jej syn narzekał, że doskwiera mu niestrawność. Koroner przyznał później, że być może był to objaw lekkiego zawału serca.

Shani zdała sobie sprawę, że jej syn spożywał aż 4 puszki napoju Morther dziennie, każdy zawiera 160 mg kofeiny. Później pił jeszcze kawę w domu.






Wedługzaleceń m.in FDA spożycie kofeiny nie powinno wynosić więcej niż 400 mg dziennie.

Shani postanowiła działać by zapobiec podobnym przypadkom w przyszłości. Założyła na Facebooku grupę, której celem jest promowanie świadomości na temat niebezpieczeństwa związanego z nadmiernym spożywaniem napojów energetycznych.

Prosimy udostępnijcie historię Michaela dalej!