Msza za duszę Dawida rozpoczęła się o godz. 19.00. Nabożeństwo zostało odprawione w Parafii Przemienienia Pańskiego w Grodzisku Mazowieckim. Z prośbą o jego odprawienie zwróciły się wychowawczynie z przedszkola, do którego uczęszczał Dawid. Msza święta to też odpowiedź na oświadczenie matki Dawida, która niedzielę wieczorem prosiła o modlitwę za duszę syna. 

"Szanowni państwo, składam podziękowania służbom, które z ogromną determinacją nie szczędząc środków i wysiłku prowadziły akcję poszukiwawczą. Dziękuję lokalnej społeczności, mediom i wszystkim tym, którym los mojego synka nie był obojętny" - napisała. 

Na mszy byli krewni Dawidka. Dziadek, babcia i jego wujek. Ołtarz był ozdobiony białymi kwiatami. Słychać był płacz zebranych w świątyni kobiet i mężczyzn. Nikt nie wstydził się łez. Przed ceremonią ludzie, którzy na nią przyszli, dzielili się swoimi odczuciami w sprawie porwania i śmierci Dawida. 

- To straszna tragedia. Przyszedłem się po prostu pomodlić za niewinnego chłopca- mówił Marek Kołpaczyński.

- Za smutno, żeby się uśmiechać. To niewyobrażalna tragedia. Jak można zadźgać własne dziecko- dodała Jadwiga Siemańska.

- Czułam, że tak się stanie. Dziecko często jest kartą przetargową. Ojciec został sam ze swoimi problemami. Też mu nikt nie pomógł. Nie jestem rodziną, ale płakałam- powiedziała Maria Zientala.

Kazanie poruszyło wiernych

Mszę odprawił ksiądz Piotr Ambroziak. Duchowny mówił do wiernych prostymi słowami: myślę, że niejedno serce przenika ból, przenika cierpienie, przenika też bunt na tę całą sytuację, jak mogło dojść do tego, że 5-letnie dziecko straciło swoje życie. Bóg nie jest sprawcą zła, Bóg nie chciał tej tragedii. Zasiadł pszenicę, ale to zły nasiał chwastu. Bóg i w naszych sercach sieje dobre rzeczy. Jednak również w naszym sercu nieprzyjaciel posiał złe myśli, gniew, agresję, bunt. W pewnym sensie Bóg jest bezradny wobec naszej wolności, naszych wyborów. Musi się nim poddać. 

Duchowny dodał: w Kościele śpiewamy pieśń "Każde cierpienie ma sens". Wiemy, co autor pieśni miał na myśli, ale moim zdaniem, żeby dobrze zrozumieć te słowa, trzeba powiedzieć "Każde cierpienie ma sens, o ile ja temu cierpieniu sens nadam".

I kontynuował: ta tragedia, która się wydarzyła, ten ból, który teraz przeżywamy razem z bliskimi, możemy przeżyć na dwa sposoby. Albo zrobimy chwilowe poruszenie naszych serc albo postaramy się, aby ofiara tego dziecka przyniosła w nas dobre owoce. Musimy zadbać o swoją rolę, aby nie wyrastały tam chwasty. Chodzi o to, aby pielęgnować swoje serce i nie dopuszczać, aby te chwasty mogły tam wzrastać. Myślę, że wtedy ta niewinna śmierć 5-letniego Dawidka nie będzie daremną.

Podczas modlitwy wiernych, ksiądz modlił się w intencji rodziny Dawidka, osób zaangażowany w jego poszukiwania oraz ojca 5-latka. "Módlmy się za tych, którzy zgrzeszyli albo odeszli od Boga, aby w sakramencie pojednania doświadczyli miłości". Ksiądz podziękował też burmistrzowi Grodziska, który pojawił się na mszy. Służbom mundurowym, rodzinie i bliskim Dawida za modlitwę w jego intencji. 

Zaginięcie Dawida Żukowskiego

Dawid Żukowski zaginął po południu w środę 10 lipca. Tego dnia o 17.00 ojciec Paweł Ż. odebrał go od dziadków w Grodzisku Mazowieckim i miał odwieźć do mamy do Warszawy. O godz. 21.00 32-latek targnął się na swoje życie, rzucając się pod pociąg na dworcu w Grodzisku. Około północy mama Dawida zgłosiła zaginięcie syna. Gdy kilka godzin później znaleziono samochód Pawła Ż. zaparkowany kilka kilometrów od dworca, Dawidka w nim nie było. Sprawa od razu była traktowana priorytetowo, bo przed popełnieniem samobójstwa Paweł Ż. wysłał do byłej partnerki SMS o treści "nigdy nie zobaczysz już syna".

W poszukiwaniach Dawida przez ponad 10 dni udział brało kilkuset policjantów, żołnierzy i strażaków. Odtworzono minuta po minucie trasę, jaką po odebraniu Dawidka od dziadków przejechał Paweł Ż. Dzięki temu wiadomo, że mężczyzna dwukrotnie przejeżdżał przez miejscowość Chrzanów Duży - raz udając się w kierunku Warszawy, drugi raz wracając do Grodziska Mazowieckiego - oraz dwukrotnie zatrzymywał się w okolicy węzła Konotopa.

Znaleziono zwłoki Dawida Żukowskiego

To właśnie w tych okolicach 20 lipca znaleziono ciało chłopca. Zwłoki były dokładnie ukryte w zaroślach przy zbiorniku wodnym na zjeździe na Pruszków z autostrady A2. Sekcja zwłok, która odbyła się w poniedziałek 22 lipca, wykazała liczne rany kłute na ciele Dawidka w okolicach serca. Obecnie śledztwo prowadzone jest w sprawie zabójstwa. Śledczy są praktycznie pewni, że życia pozbawił chłopca jego ojciec. 

– Dziecko zostało pozbawione życia najprawdopodobniej w samochodzie. Na podstawie wstępnego sprawozdania z badań DNA możemy powiedzieć, że w aucie ujawniono ślady krwi, m.in. na foteliku dziecięcym, osłonie przeciwsłonecznej oraz innych elementach tapicerki auta. Wstępne wyniki badań wskazują, iż była to krew Dawida- poinformował 22 lipca na konferencji prasowej prok. Łukasz Łapczyński. Motywy jednak wciąż nie są zdane. Nieoficjalnie mówi się, że Paweł Ż. mógł zabić syna z zemsty na swojej żonie. Para od kilku tygodni nie mieszkała razem.