Sebastian Marczewski był zawodowym żołnierzem w stopniu młodszego chorążego. Służył w 3 Batalionie Inżynieryjnym w Nisku. Podczas misji w Afganistanie otarł się o śmierć i został ciężko ranny. Wrócił do zdrowia i skupił się na wyczynowym nurkowaniu.

Teraz zamierzał dokonać tego, czego jeszcze nie udało się nikomu. Chciał zejść w głębinę na 333 metry. Od miesiąca przygotowywał się do tego wyczynu na Jeziorze Garda we Włoszech. Dobrze znał ten akwen. Dwa lata temu zanurkował tam na głębokość 241 metrów, ustanawiając rekord Europy służb mundurowych. Pod wodą spędził wtedy ponad 8 godzin. Wymieniał tylko butle i powoli wynurzał się, aby uniknąć choroby dekompresyjnej.

W sobotę, podczas treningowego nurkowania doszło do wypadku. Niejasne są jeszcze jego okoliczności. Mężczyzna utknął na 150 metrach. Nie udało się go uratować.



Śmierć Sebastiana bardzo poruszyła przyjaciół, znajomych oraz mieszkańców Stalowej Woli. Prezydent miasta Lucjusz Nadbereżny wyraził ogromny żal w poruszającym wpisie na Facebooku: "...Seba jak chciałeś by do Ciebie mówiono, pochłonęła Cię Twoja pasja, głębia jeziora Garda... Ty na zawsze pozostaniesz w głębi naszych serc za to jak wspaniałym Człowiekiem byłeś dla nas. Wiem również, że już planujesz nowy rekord do pobicia w niebie..." – napisał prezydent Stalowej Woli.

Sebastian był osobą, która nie bała się wyzwań. Był świadomy ryzyka. Potrafił właściwie je ocenić i dotąd udawało mu się nie przekroczyć tej cienkiej granicy. Cechowała go wielka wrażliwość na innych. Poznaliśmy się 3 lata temu, kiedy robiliśmy materiał o jego rekordzie w jeziorze Hańcza. Wówczas tego sportowego zadania podjął się, aby pomóc 2,5 letniemu Patrykowi, który urodził się bez rączki.