Sprawę tragicznej śmierci 36-letniego Ukraińca opisuje "Gazeta Wyborcza". 36-letni Wasyl Czornej przyjechał do Wielkopolski z okolic Śniatynia na zachodniej Ukrainie. Od czterech miesięcy pracował na budowie i dorabiał w zakładzie stolarskim w Jastrzębsku Starym pod Nowym Tomyślem.

Ciało mężczyzny zostało odnalezione 13 czerwca w lesie pod Skokami (powiat wągrowiecki). Zwłoki zauważył leśniczy. 36-latek był w roboczych rękawicach i ubraniu z wiórami drewna. Nie miał przy sobie telefonu ani dokumentów.

Ciało znajdowało się przy leśnej drodze, którą często jeżdżą samochody. Policjanci podejrzewali, że zmarły jest obcokrajowcem. Zaczęli poszukiwać informacji na jego temat w lokalnych zakładach pracy. Namierzyli kolegów Wasyla, którzy opowiedzieli im, że szefowa zabroniła wzywać karetki do Ukraińca, który był zatrudniony na czarno. Prawdopodobnie obawiała się konsekwencji z tym związanych, więc postanowiła porzucić go w środku lasu, 125 kilometrów od swojego przedsiębiorstwa.

– Dowody i inne materiały informacyjne, które trafiły w ręce prokuratorów dały podstawę do przedstawienia właścicielce zakładu zarzutu nieudzielenia pomocy nieprzytomnemu mężczyźnie. Został jej także ogłoszony zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi jej za to kara do 5 lat więzienia – informuje Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji.

Policjanci zatrzymali także innego pracownika z Ukrainy pod zarzutem utrudniania śledztwa. Mężczyzna, który mieszkał i pracował razem z 36-letnim Wasylem, również zniknął w tajemniczych okolicznościach. Policjanci odnaleźli go w Łomży, na terenie jednego z hosteli. Okazało się, że Ukrainiec wiedział, co stało się z jego 36-letnim kolegą, ale ukrywał się i zatajał informacje. Za utrudnianie śledztwa jemu także grozi do pięciu lat więzienia.

Sekcja zwłok nie wykazała przyczyny śmierci 36-letniego Wasyla. Potrzebne są dodatkowe badania.

(Gazeta Wyborcza)