Zaalarmowana tym dziwnym stanem 42-letnia mieszkanka wioski leżącej pod indyjskim miastem Ćennaj, udała się do szpitala. Trafiła do Stanley Medical College – podaje CNN.

Kiedy zjawiła się w placówce, narzekała na potężny ból głowy i trudności z oddychaniem. Żeby sprawdzić, co jej dolega, lekarz zrobił jej endoskopię. Na samym początku nie był w stanie znaleźć przyczyny problemu, ale po chwili zauważył... nogi jakiegoś stworzenia.

Jak powiedział w wywiadzie dla CNN szef oddziału laryngologii, M.N. Shankar, na początku nie było wiadomo, co to może być. Jednak jedno było pewne – należało usunąć insekta z głowy kobiety.

Zabieg trwał około 45 minut. Tak wyglądał moment, w którym za pomocą ssaka i szczypiec udało się wyjąć żywego karalucha:

Miał 2,5 centymetra długości i jakimś cudem udało mu się dostać bardzo blisko miejsca, gdzie mózg styka się z jamą nosową. Spędził tam 12 godzin. Kiedy go wyjęto, u kobiety od razu minęły trudności z oddychaniem.

Ta sytuacja była bardzo niebezpieczna dla zdrowia pacjentki. Na szczęście, karaluch jeszcze żył. Gdyby zdechł w czaszce kobiety, mógłby spowodować infekcję, która rozprzestrzeniłaby się po ciele i ostatecznie zabiłaby ofiarę.

Lekarzom w tym szpitalu zdarzało się już usuwać z ludzkich ciał różne insekty i robaki, nigdy wcześniej jednak nie mieli do czynienia z karaluchami.

Wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Doktor Shankar powiedział, że nie ma dobrego sposobu, żeby się zabezpieczyć przed podobnym wypadkiem.

I coś w tym musi być - na początku lutego chiński dziennik Chengdu Economic Daily informował o przypadku mężczyzny, do którego ucha wszedł karaluch. 60-latek próbował się go pozbyć, wpsikując sobie spray przeciwko owadom. Udało mu się zabić owada, ale i tak musiał skorzystać z pomocy lekarzy, żeby go wyciągnąć.

Specjaliści twierdzą, że takie przypadki mogą się zdarzać. Karaluchy w czasie zimy starają się znaleźć dla siebie ciepłe, wilgotne miejsca. Ucho lub dziurka w nosie są dla nich spełnieniem marzeń.