• Najwięcej kleszczy żyje w lesie, ale spotkać je można na łące, na działce czy trawniku miejskim. Mitem jest też stwierdzenie, że kleszcze nie lubią miejsc, gdzie jeżdżą samochody
  • Najlepszą profilaktyką jest stanie się dla kleszczy niewidocznym. Na wędrówkę leśną warto się więc przygotować: bluzka z długim rękawem, długie spodnie, skarpety, zakryte buty, czapka, np. z daszkiem
  • Kleszcze lubią miejsca zacienione, więc jeśli na nas wskoczą, wędrują za ucho, za kolano, pod biust, w pachwiny – uczula n med. Aneta Cybula-Walczak, internista i specjalista chorób zakaźnych z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Wcale im się nie śpieszy i czasem mija wiele godzin, zanim znajdą odpowiednie miejsce
  • Jeśli kleszcz jest płaski, nieopity, był w skórze krótko, nie mógł nas zakazić

Początek tej historii zaczyna się niewinnie. Wiosna, coraz cieplejsze promienie słońca budzą las do życia. Larwa kleszcza wykluwa się z jaja. Jest maleńka, ma wielkość ułamka milimetra i jest zdrowa. Wkrótce udaje się na żer i dopada drobnego ssaka, ptaka czy jaszczurkę. I tu sprawa staje się poważna. Ten pierwszy z trzech posiłków, które kleszcz zjada przez całe życie, może się skończyć dla niego zakażeniem krętkami boreliozy Borrelia burgdorferi. Sam pajęczak oczywiście na nią nie choruje, ale my, ludzie, jak najbardziej. Już jego kolejne stadium rozwojowe – nimfa – z powodzeniem może nas zarazić. Tak samo jak dorosły osobnik. Te malutkie stworzenia potrafią stać się zagrożeniem, a jako że możemy się na nie natknąć dosłownie wszędzie, trzeba na nie wyjątkowo uważać.

Dyplomatyka i łowy

– Czasem słyszę stwierdzenie, że kleszcze nie lubią miejsc, gdzie jeżdżą samochody, a to pierwszy z wielu mitów, które można o nich usłyszeć – śmieje się dr n med. Aneta Cybula-Walczak, internista i specjalista chorób zakaźnych z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Rzeczywiście najwięcej ich żyje w lesie, ale spotkać je można równie dobrze na łące, na działce czy trawniku miejskim.

Kleszcze lubią miejsca uczęszczane przez zwierzęta, wodopoje, ale i dukty leśne. Czekają na nas, swych potencjalnych żywicieli, na trawach czy w niezbyt wysokich krzewach, tak, by co jakiś czas móc zejść na ziemię, by chłonąć wilgoć. Dlatego najłatwiej je spotkać po deszczu oraz rano lub wieczorem, kiedy rośliny są pokryte rosą. Siedząc na trawach, czasem całymi dniami czy tygodniami, skanują otoczenie tzw. narządami Hallera, umieszczonymi na odnóżach. Czujki te, wrażliwe na stężenie dwutlenku węgla oraz kwas masłowy obecny w naszym pocie, mogą zaalarmować pajęczaka o naszej obecności już z 30 metrów!

Kwestia zasad

To dlatego najlepszą profilaktyką jest stanie się dla pajęczaków niewidocznym. Po pierwsze ubranie. Wiadomo, że do parku w upały nie będziemy szli opatuleni od stóp do głów, ale na wędrówkę leśną już warto się przygotować. Bluzka z długim rękawem, długie spodnie, skarpety i zakryte buty to podstawa. Przyda się też czapka, np. z daszkiem. – Polecam szczególnie jasne ubrania, na nich czasem od razu widać, czy coś na nas wskoczyło, czy nie – dodaje lekarka. Po drugie repelenty, oparte na DEET lub ikarydynie. Te drugie są np. zalecane kobietom w ciąży.

Po powrocie do domu ubranie warto zdjąć i strzepać. Czy brać od razu prysznic? Nie zaszkodzi! A na pewno trzeba oglądać całe ciało, łącznie z skórą głowy, rano i wieczorem, najlepiej przy pomocy drugiej osoby.

– Kleszcze lubią miejsca zacienione, więc jeśli na nas wskoczą, wędrują za ucho, za kolano, pod biust, w pachwiny – uczula lekarka. Wcale im się nie śpieszy i czasem mija wiele godzin, zanim znajdą odpowiednie miejsce, by wbić się w nie swoim aparatem gębowym. Potrzebują też czasu na wspomniane żerowanie. Wpijają się zatem w skórę, a nawet produkują tzw. cement, którym się umocowują w naskórku. Wpuszczają też substancje znieczulające, więc najczęściej nie podejrzewamy nawet ich obecności.

Po znalezieniu kleszcza warto pamiętać, że smarowanie masłem, polewanie alkoholem czy przypalanie go powodują, że kleszcz jest przestraszony i wymiotuje. – Męcząc tak kleszcza, wręcz zwiększamy szansę, że borelioza zostanie przeniesiona – opowiada dr Cybula-Walczak. A to, że taki "oszołomiony" kleszcz jest łatwiejszy do usunięcia, jest mitem, bo i tak jest przyczepiony do skóry cementem. – Co ważne, a niewiele osób o tym wie, kleszcz kiedy się wpije, zakaża dopiero przy drugim ssaniu – dodaje lekarka. Pierwszy łyk naszej krwi dostaje się do jelit pajęczaka i aktywuje krętki, które przemieszczają się do jego ślinianek. Trwa to dość długo, do 24 - 48 godzin. Dopiero wtedy, przy kolejnym ssaniu, bakterie są wstrzykiwane pod skórę wraz ze śliną pajęczaka. To istotna informacja, bo jeśli kleszcz jest płaski, nieopity, był w skórze krótko, nie mógł nas zakazić. Dlatego tak ważne jest oglądanie się dwa razy dziennie, a w razie czego jak najszybsze usuwanie niechcianych gości ze skóry.

Akcja-deaktywacja

– Polecam do tego urządzenia z łapkami jak do wyjmowania gwoździ. Podjeżdża się nimi pod kleszcza, jak najbliżej skóry, i unosi do góry – mówi dr Cybula-Walczak. Kleszcz zostanie wyciągnięty. Na podobnej zasadzie działają specjalne karty z ząbkami czy pętle do wyrywania pajęczaka. W warunkach wakacyjnych przyda się też zwykła pęseta. Najlepiej jest zamknąć ją wokół głowy kleszcza, blisko skóry, uważając aby nie ścisnąć jego odwłoka, a potem ostrożnie wyjąć pasożyta.

Najmniej polecaną metodą jest wyciąganie pajęczaka palcami. Wtedy najłatwiej jest go zmiażdżyć. Jeśli jednak jesteśmy w kompletnej dziczy i musimy zrobić to ręcznie, najlepiej użyć palców wskazującego i kciuka.

Niezależnie od narzędzia, usuwanie warto przeprowadzać powoli, z wyczuciem. – W kwestii tego, czy podczas wyciągania kręcić kleszczem czy nie, panują dwie szkoły. Róbmy tak, jak nam wygodnie, najważniejsze jest to, by pozbyć się go w całości – mówi dr Aneta Cybula-Walczak. Lepiej unikać silnych szarpnięć, bo wtedy zwiększa się ryzyko, że kawałek pajęczaka się urwie i zostanie w naskórku. Co ciekawe, nie jest to, jak sądzimy, głowa, lecz część aparatu gębowego. Co z nim zrobić? Na pewno nie panikować. Z takiej "głowy" nic nie może się dostać do organizmu, bo ślinianki kleszcza są położone dużo dalej. Nawet gdybyśmy ją zostawili w skórze, po jakimś czasie zostanie naturalnie z niej usunięta. Można oczywiście szukać pomocy w ambulatorium czy u chirurga, a jeśli w pobliżu jest apteka, kupić jałową igłę do zastrzyków i nią delikatnie spróbować usunąć żądło, tak jak drzazgę, a na koniec zdezynfekować. To ostatnie przyda się skądinąd po każdym wyciągnięciu każdego kleszcza, który oprócz tego, że przenosi boreliozę, jest po prostu brudny.

Badać, nie badać?

Kiedy delikwent jest już poza naszą skórą, pojawia się pytanie: co dalej? Od kilku lat istnieje możliwość przebadania kleszcza metodą PCR. Dzięki temu można sprawdzić, czy był nosicielem krętków borelli. – Jeśli komuś to potrzebne, to w porządku, ale z taką uwagą. Nawet jeśli kleszcz jest zakażony, to nie znaczy, że przeniósł na nas boreliozę, więc wynik nic nam nie powie – mówi dr Cybula. Od nas zależy, czy go badać, przerwać urlop, by jechać na pocztę, martwić się i wydawać na to pieniądze. Na pewno za to warto obserwować skórę, czy nie pojawi się na niej rumień, czyli tzw. tarcza strzelecka. Ale i tu trzeba zachować spokój.

– Jeśli zaczerwienienie zobaczymy dzień po usunięciu kleszcza, nie może to być rumień boreliozowy. To jest odczyn zapalny – wyjaśnia dr Aneta Cybula. Prawdziwy rumień wędrujący pojawia się, gdy po wkleszczeniu w skórę pajęczak wpuści do niej krętki boreliozy. Po namnożeniu się wędrują one w naszej tkance łącznej, rozchodząc się promieniście, a potem przedostają się do naczyń krwionośnych i narządów. – Taka zmiana nie boli, nie jest ciepła, pojawia się najwcześniej w siódmym, ale najczęściej między 10. a 14. dniem od ukąszenia – uczula dr Aneta Cybula.

Niepokojącemu nas rumieniowi warto codziennie robić… zdjęcia. Taka dokumentacja pozwala po pierwsze zauważyć, czy rumień się zmienia i rośnie, a po drugie jest cenną wskazówką dla lekarza. Granice rumienia można też zaznaczać długopisem i obserwować czy się zmieniają.

Kiedy zaczerwienienie rzeczywiście się pojawi, a my jesteśmy pewni ukąszenia, lekarz zaleci antybiotyk. Od razu. Nie ma wtedy sensu gnanie do laboratorium i robienie analiz na własny koszt. Badanie krwi na tym etapie jest niemiarodajne, screening ELISA, polecany na pierwszy rzut w profilaktyce boreliozy, można robić dopiero po sześciu tygodniach od wkleszczenia. Kiedy warto go przeprowadzić? Po konsultacji z lekarzem, jeśli nie było rumienia, który pojawia się tylko u 50 - 70 proc. chorych, ale coś nas niepokoi, na przykład po wniknięciu kleszcza pojawiły się symptomy przypominające grypę: bóle mięśni i stawów, uczucie zmęczenia, podwyższona temperatura. W późniejszej fazie choroby mogą pojawić się m.in. problemy z sercem, stawami czy neurologiczne, np. trudności z koncentracją, zmęczenie, nerwobóle. Jeśli wynik ELISY jest dodatni, nie ma potrzeby robienia testu potwierdzenia, tzw. Western Blot, jest on konieczny dopiero przy wyniku wątpliwym.

Antybiotyk to podstawa

– Przy leczeniu boreliozy trzeba pamiętać, że krętek jest bakterią, stąd antybiotyk. Kuracja, zazwyczaj doksycykliną, trwa 14 - 21 dni – tłumaczy dr Cybula, dodając: – Warto pamiętać, że to jest jest choroba uleczalna, nie istnieje borelioza przewlekła! Krętki nie tworzą przetrwalników ani mitycznych cyst, wychodzących w weekendy i wymagających wówczas antybiotyku, bo i o nich słyszałam…

Rzeczywiście zdarza się, że borelioza jest niedoleczona, wtedy podaje się lek przeciwbakteryjny dożylnie. W takiej sytuacji krętki nie mają prawa przeżyć. Skąd zatem bóle mięśni czy stawów, na które skarżą się, nawet po leczeniu, niektórzy pacjenci? Bywa tak, że nawet po wyleczonej neuroboreliozie, atakującej układ obwodowy i mózg, uszkodzone zostają nerwy, stawy. W tkankach, po antybiotyku, nie ma już krętków, ale ciało boli, strzyka, kłuje… Wtedy rzeczywiście specjaliści rozszerzają diagnostykę, podają sterydy czy środki przeciwzapalne.

Czy jest się zatem czego obawiać? – Czy ja boję się kleszczy? Nie, choć leczę boreliozy bardzo dużo, bardzo szybko rozpoznałam ją nawet u swojego brata – stanowczo mówi dr Cybula. I dodaje – Rzeczywiście borelioza może być bardzo poważną chorobą, ale w odróżnieniu od wielu schorzeń np. neurologicznych, uleczalną! A na kleszcza warto po prostu mieć plan i zamiast się bać, cieszyć się latem!

Tekst: Aleksandra Karelin