Tylko od stycznia do końca maja 2019 r. wykryto 831 zachorowań na boreliozę w regionie małopolskim - informuje portal krakow.naszemiasto.pl. A trzeba pamiętać, że właśnie zaczynamy najniebezpieczniejsze miesiące, czyli czerwiec i lipiec. To właśnie wtedy jest zwykle najwięcej zachorowań na groźną boreliozę, przenoszoną przez kleszcze.

W całym 2018 roku w Małopolsce stwierdzono 3641 zachorowań - co było najwyższym wynikiem w kraju. Liczba ta niestety z roku na rok rośnie.

Jacek Żak, rzecznik Wojewózkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie w rozmowie z portalem przyznaje, że "zapadalność na boreliozę w woj. małopolskim jest znacząco wyższa od notowanej w kraju".

Koalicja Klimatyczna i HEAL Polska w swoim raporcie ostrzega przed rozprzestrzenianiem się kleszczy. Jest to jednak nieuniknione. Wpływ na to mają: gwałtowne skoki temperatury, łagodniejsze zimy, wilgoć, zacieranie się pór roku, czyli zjawiska, które obserwujemy obecnie.

Kleszcze i borelioza

Przypomnijmy, że nie każde ugryzienie przez kleszcza wywoła boreliozę, ale zawsze lepiej jest zrobić profilaktyczne badania. Jeśli pojawi się rumień na skórze po ugryzieniu kleszcza – należy jak najszybciej rozpocząć antybiotykoterapię. Im później się ją rozpocznie, tym większe ryzyko, że leczenie będzie nieskuteczne.

Pamiętaj, że jeśli kleszcz ma styczność z organizmem człowieka 24–48 godzin, ryzyko wystąpienia choroby jest większe. Ponadto trzeba pamiętać, że nie wszystkie kleszcze noszą w sobie chorobę. W ocenie tego, czy zostaliśmy zakażeni, ma też znaczenie miejsce, w które ugryzł nas kleszcz. Ryzyko zakażenia zwiększa się przy ugryzieniu delikatnej skóry, np. w zgięciach kolan albo łokci.