Bociany przylatują do Śniatycz od kilkudziesięciu lat. Zawsze wychowywały po kilka piskląt. Tym razem też w gnieździe pojawiły się młode. Skrzydlaci rodzice troskliwie opiekowali się dwoma bociankami, czekając aż trzecie wykluje się z jajka. – Któregoś dnia rano tata mnie zawołał i mówi że coś stało się stało się naszemu bocianowi. Rzeczywiście, ptak zwisał łbem w dół. Drugi stał obok niego i próbował ruszyć go dziobem. To był żałosny widok – opowiada Marzena Krajewska.

Ludzie szybko zorientowali się, że ptak nie żyje. Poproszono o pomoc strażaków, którzy wyjęli martwego bociana z gniazda. – Kiedyś oglądałam w telewizji jak ktoś w Afryce strzelił z łuku do bociana. Nie mogłam uwierzyć, że ludzie są zdolni do czegoś takiego. A teraz okazało się, że któryś z moich sąsiadów zrobił coś podobnego. To straszne – dodaje mama pani Marzeny.

Wszystko wskazuje, że samica bociana została zastrzelona z wiatrówki. Ciało ptaka trafiło do weterynarzy, którzy wykonają sekcję zwłok. I jeśli potwierdzi się wersja o postrzale do akcji wkroczy policja. – Badamy sprawę. Czekamy na wyniki pracy weterynarzy. Osoba, która spowodowała śmierć bociana nie uniknie odpowiedzialności – mówi Dorota Krukowska-Bubiło, rzecznik prasowa policji w Zamościu.

Po śmierci samicy na gnieździe został dorosły bocian, dwa pisklaki i niewysiedziane jajo. Niestety dzień później okazało się, że jeden z bocianków został wyrzucony z gniazda i nie przeżył upadku. Czy samotny bociani tata poradzi sobie sam z wychowaniem pisklęcia okaże się już w najbliższym czasie.