W niedzielnym odcinku "Big Brothera" z programem pożegnała się Kasia Olek. Największy łakomczuszka wśród uczestników przegrała w głosowaniu z brodaczem ze Śląska, Radkiem Palaczem. Wielu z widzów nie kryje zawodu, że to sympatyczna i szczera Kasia musiała opuści dom Wielkiego Brata, a nie fałszywy i chamski - jak piszą - Radek.

I fałszywie został. 

Kasia jesteś jedną z nielicznych normalnych osób z tego domu. Piękna inteligentną wartościową osoba. Przykro mi, że to na Ciebie padło. 

Odpadają same inteligentne osoby. Straszne że widzowie wolą prostactwo.

Żenada, ten plebs Radosław został, ustawione, wszyscy głosowali na tego podczłowieka, ciekawe czemu nie pokazali procentów. 

Rzeczywiście, po ogłoszeniu odejścia Kasi nie pokazano widzom wyników głosowania. Kasia jednak nie wyglądała na zasmuconą. Po wyjściu z powiedziała, że cieszy się z wyjścia, bo w końcu będzie mogła zobaczyć się z ukochaną mamą.

Antyfani Kasi wyraźnie odetchnęli z ulgą, że nie będą musieli więcej oglądać jej lenistwa.

Tylko jadła narzekała obgadywała i nic nie robiła.

W końcu! Ileż można patrzeć na osobę, która tylko leży i je na zmianę, nic nie wnosiła do programu.

A zapowiadało się dość ostro. 23-letnia wokalistka jazzowa z Warszawy, zanim przekroczyła próg domu Wielkiego Brata, zadeklarowała, że lubi manipulować i prowokować. W dodatku narzekała na brak prawdziwych mężczyzn. Jak wyznała, z powodu braku tego "jedynego, prawdziwego" od dwóch lat wiedzie życie w celibacie. - Seks nie jest dla mnie ważny. Dopóki nie ma kandydata to nie korzystam i zapominam, Jak z jazdą na rowerze - mówiła.