- Zaczęłam płakać jeszcze w sobotę w nocy. Bo emocje, bo stres. Wszystko nagle odpuściło. Do tego wzruszenie - opowiada w "Dzienniku Gazecie Prawnej" Anna Sekielska, żona Tomasza Sekielskiego. - Marek zaczął we wtorek. Kilka dni przed premierą. Wchodzę do pokoju. Płacz, histeria. Myślałam, że coś się stało. Że coś z mamą. Coś w rodzinie. To był ten poziom histerii. Pytam, co się dzieje. I słyszę: nic, muszę odreagować - wtóruje jej Dominika Sekielska, żona Marka Sekielskiego, który wyprodukował film.

Tomasz Sekielski nie płakał. On już wcześniej odchorował rozmowy z ofiarami księży pedofilów. Jak przyznawał wcześniej w rozmowie z Fakt24 i jak mówi teraz, film "Tylko nie mów nikomu" go boli. - Ma na mnie wpływ, został we mnie. Widziałem go tyle razy. Od momentu, kiedy był surowy, kiedy go ścinaliśmy, poprawialiśmy, montowaliśmy, a i tak za każdym razem po prostu mnie porusza. Bałem się, czy tak samo będą reagować widzowie, czy przypadkiem nie za bardzo się wkręciłem w temat, czy tylko mnie tak rusza, bo jestem związany z nim emocjonalnie - opowiada. Niezwykle poruszyła go jednak reakcja brata. - Zrobiliśmy premierę dla naszych patronów i wtedy Marek powiedział, że dziękuje żonie i że ją kocha. To mnie wzruszyło, bo mój brat jest bardzo oszczędny w okazywaniu uczuć - mówi.

Anna Sekielska opowiada jednak, że był taki moment, kiedy mąż był "rozwalony kompletnie": - Zamknął się w sobie, w swojej skorupie, nie chciał mówić, rozmawiać

"Jesteśmy takie chłopaki, że dajemy sobie po mordzie"

Bracia podkreślają, że "Tylko nie mów nikomu" to film rodzinny. Powstawał w ich domach. - To, że jesteśmy z Markiem braćmi, miało znaczenie, i to, że wspierały nas żony - mówi Tomasz. Jak przyznają ich żony, Tomasz i Marek, między którymi są cztery lata różnicy, są przeciwieństwami. W czasie pracy zdarza się, że między nimi iskrzy. - Jesteśmy takie chłopaki, że dajemy sobie po mordzie - przyznaje Tomasz. - To są mocne spięcia, czasem po zdjęciach Marek wraca do domu i ma dość, mówi, że nie wytrzyma, potrzebuje wykrzyczeć emocje. Ale potem wraca do pracy i stara się zrealizować pomysły Tomka - dodaje Dominika. 

Marek podczas pracy nad filmem, który poruszył całą Polskę, próbował wypracować w sobie blokady emocjonalne, chciał mieć dystans, pewnego dnia jednak tama pękła. - Wykrzyczeć to musiałem. Sądziłem, że w trakcie pracy pracy nad filmem historie gwałconych, dotykanych, molestowanych dzieci mnie nie ruszają, że mną nie targają, że mam ścianę. Dopiero jak siadłem i zacząłem oglądać fragmenty nagrań, które chciałem umieszczać na Facebooku, na naszej grupie zamkniętej dla naszych patronów. Pewnego dnia obejrzałem trzy rozmowy z ofiarami. Każda po półtorej godziny. I dotarło do mnie, z czym my się tak naprawdę mierzymy, co to za okrucieństwo - mówi Magdalenie Rigamonti.

"Nasza koleżanka została zgwałcona przez księdza"

Tomasz Sekielski w rozmowie ujawnia również, że koleżanka Sekielskich została zgwałcona przez księdza. - Mówi o tym dopiero teraz. Po filmie - zdradza w "Dzienniku". Sekielscy mają poczucie, że ich film łączy, zdradzają, że pisze do nich wielu ludzi będących blisko Kościoła i szeregowych księży, którzy dziękują, że powiedzieli prawdę. Anna przyznaje, że taki odbiór filmu sprawia, że dziś z pamięci uleciały jej wszystkie trudne chwile, jakie wydarzyły się w związku z filmem i które obciążały ich rodzinę. - Teraz mam zapas energii na kolejnych kilka lat. Ten film dał mi wiarę w to, że są odbiorcy trudnych tematów, że są tacy, którzy są gotowi wyłożyć na to swoje prywatne pieniądze - stwierdza Tomasz Sekielski. (Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna")