Saroo Brierley urodził się w Indiach i miał niespełna 5 lat, gdy został adoptowany przez australijską rodzinę. Ale historia jego adopcji całkowicie różni się od innych…

Saroo miał starszego o kilka lat brata Guddu, który zarabiał dorywczo sprzątając pociągi. Mały Saroo też chciał już pomagać. Poprosił więc brata, by zabrał go ze sobą do pracy.

Guddu długo się nie zgadzał, tłumacząc, że jest na to jeszcze za mały, ale pewnej nocy uległ i zabrał braciszka ze sobą.

Zanim dotarli na oddalony o kilkanaście kilometrów od ich domu dworzec, Saroo zmęczony zasnął. Guddu położył malca na dworcowej ławce z przykazaniem, aby się stąd nie ruszał. Jednak kiedy Saroo się obudził, wsiadł do pociągu i ponownie zasnął.

Chwila, w której się obudził ponownie, była najgorszą w jego życiu. Uświadomił sobie, że jedzie pociągiem. Nie wiedział jak długo, ani w jakim kierunku.

Trudno sobie nawet wyobrazić, co czuł ten malec, kiedy wreszcie wysiadł z pociągu w Kalkucie, 1500 km od domu. Saroo był małym dzieckiem, które nie potrafiło jeszcze czytać ani pisać, nie znał nawet nazwiska swojej rodziny ani nazwy miasta, w którym mieszkał. Zupełnie sam błąkał się po ulicach miasta, aż zauważył go pewien nastolatek, który zdał sobie sprawę, że maluch się zgubił. Przyprowadził więc Saroo do schroniska dla porzuconych dzieci, a ponieważ malec nie wiedział jak się nazywa ani skąd pochodzi, a nikt z jego rodziny nie zdołał go odszukać, został on wpisany na listę adopcyjną.

Adoptowała go para z Australii. Bezradny chłopczyk musiał pogodzić się z losem i utratą szansy na to, że kiedykolwiek wróci do mamy. Zyskał jednak nowe, wspaniałe życie i kochających rodziców. Ale mimo upływu lat, w jego sercu wciąż doskwierała tęsknota za matką, ukochanym bratem i siostrą. Brakowało mu jego prawdziwej rodziny.

Matka adopcyjna Saroo powiesiła w jego pokoju mapę Indii, aby chłopczyk nigdy nie zapomniał, skąd przybył.

Mapa przypomniała mu o Indiach i często miewał przebłyski z dni, które spędził w swoim rodzinnym mieście z rodziną. Nigdy jednak nie potrafił sobie przypomnieć wystarczająco dużo, aby odnaleźć rodzinę. Tymczasem matka Saroo poszukiwała go w Indiach, nie wiedząc, że synka nie było nawet w kraju…

Gdy Saroo podrósł, odkrył Google Earth. Zdał sobie sprawę, że może wykorzystać aplikację do poszukiwań swojego miejsca narodzin.

Za pomocą map, nie ruszając się z miejsca mógł eksplorować rozległe tereny Indii. Próbował zakładać ile dni i nocy spędził w pociągu i zakreślił ogromny obszar poszukiwań. Przeszukiwał mapy całymi nocami, mając nadzieję, że wpadnie na jakiś trop…