Małżeńswo Kazimierza Marcinkiewicza i Izabeli Olchowicz skończyło się w 2018 roku po kilku burzliwych rozprawach sądowych. Byli kochankowie nie mogli porozumieć się co do wysokości alimentów, a ostatecznie stanęło na czterech tysiącach złotych miesięcznie. Poetka od tamtego czasu nieprzerwanie informuje w mediach społecznościowych o tym, że były mąż nie wywiązuje się z zobowiązań finansowych wobec z niej, w związku z czym odwiedziła już nawet prokuraturę.

Nieodłącznym atrybutem Olchowicz jest orteza za ramieniu, które ucierpiało w wyniku wypadku odniesionego przez celebrytkę w 2014 roku. Isabel winą za uraz obarczyła Marcinkiewicza, twierdząc, że do kolizji doszło przez to, że jechała zdenerwowała na spotkanie z nim. Kontuzja miała uniemożliwić jej podjęcia pracy, czym argumentowała w sądzie wniosek o wysokie alimenty. Były premier w poście na Facebooku postanowił odnieść się do tamtych wydarzeń i przedstawił ich odmienną wersję.

Pani Stalkerka miała wypadek w grudniu 2014 roku, nie spiesząc się na spotkanie ze mną, tylko przeciwnie, jechała prawie pustymi Al. Jerozolimskimi w stronę Pruszkowa, nie do centrum, gdzie na nią czekałem. Jak zeznał kierowca jadący za nią, jechała najwyżej 50 km/h i sama wjechała w barierki. Sprokurowała ten wypadek do czego przyznała się mi w szpitalu i na co są także inne dowody. W tym czasie nie żyłem już z nią od 2 lat.

W dalszej cześci postu polityk odniósł się do słów byłej żony, zdaniem której uraz ramienia przeszkadza jej nawet w najprostszych czynnościach, takich jak rozebranie się. Zasugerował, że Izabela wcale nie potrzebuje ortezy, a przynajmniej jest w stanie sama prowadzić samochód.

Pani Stalkerka mająca problemy z codziennym życiem, przebieraniem, a nawet spaniem, we wrześniu 2016 roku poleciała do Barcelony, tam na swoje prawo jazdy wynajęła samochód z automatyczną skrzynią biegów i pojechała na Majorkę. Tam miała stłuczkę, za którą nie zapłaciła. Jako że podała zły adres, windykator trafił do mnie. Nie potwierdził, by wynajmująca samochód miała widoczną rękę na temblaku i to w sposób, który właściwie uniemożliwiałby jazdę. Wynajmując samochód, nie wskazała też innego kierowcy - czytamy.

Na koniec były premier stwierdził, że oferował Izie rozwiązanie sporu o finanse, ale ta z niego nie skorzystała. Zapowiedział też złożenie pozwu.

Pani Stalkerka w lutym tego roku otrzymała od kancelarii prawnej propozycje wykupu mojego długu, najpierw za 80, a pózniej 90 tys. zł. Propozycję odrzuciła i zalała mnie hejtem oraz kłamliwymi donosami na mnie do wszystkich możliwych instytucji.

Wiem już, że stalker się sam nie zatrzyma. Składam więc pozew.

Zaskoczeni?