Makabryczne szczegóły jej zbrodni wychodzą na jaw w trakcie procesu, który dobiega końca w Lublinie. W piątek zeznawali świadkowie.

– Wezwali nas rodzice oskarżonej, mówiąc, że mają w domu spalone zwłoki – mówili policjanci w sądzie. – Kiedy zdjęliśmy fajerki z piecyka, zobaczyłem kawałek nadpalonej nóżki, trochę dalej była część rączki, puszka po piwie i niedopalone śmieci – mówił jeden z funkcjonariuszy wstrząśnięty tym widokiem.

To on z kolegą z patrolu w czerwcu ubiegłego roku przyjechał na wezwanie do maleńkiej podlubelskiej wsi Majdan Kozłowiecki.

Funkcjonariuszy wezwali wstrząśnięci rodzice studentki. Kilka tygodni wcześniej zauważyli, że ich córka dość mocno przytyła. Kilka razy wypytywali ją, czy nie jest w ciąży. Dziewczyna za każdym razem zaprzeczała. Tuż przed tragicznym porodem Agata F. odizolowała się od domowników. Praktycznie nie wychodziła z pokoju, nie odzywała się, przestała jeździć na uczelnię.